Strona Główna


UżytkownicyUżytkownicy  Regulamin  ProfilProfil
SzukajSzukaj  FAQFAQ  GrupyGrupy  AlbumAlbum  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Winieta

Poprzedni temat «» Następny temat
Piotr Boruch
Autor Wiadomość
gorat 
Modegorator


Posty: 13590
Skąd: FF
Wysłany: 25 Czerwca 2007, 17:37   Piotr Boruch

I ostatni, który uciekał karzącej ręce (?) opinii publicznej... O, sprawdżmy podświadomość autora: opisz opinię publiczną! Wizualnie, jak najbardziej. Czy ma ręce, nogi, ma cycki (no dobra - jest krową :| ), inne członki... tfu, skrzydła.
Czekamy na numer konta. Z hasłem.
_________________
Początkujący Wiatr wieje: Co mogę dla kogoś zrobić?
Zostań drzewem wiśni.
---
鼓動の秘密

U mnie działa.
 
 
Ziuta 
Nerwus


Posty: 5748
Skąd: Krzeslav's Hills
Wysłany: 25 Czerwca 2007, 20:47   

Litości... wstyd mi.
Nie dość, że raz jedyny napisałem szorta i niespodziewanie wskoczył on na papier, to już chce mi się brać długopis i kreślić powtórzenia oraz inne błędy. Tragedia.
_________________
Jeśli istnieją narodowe mity, narodowe świętości, to konieczność panowania nad Polską jest właśnie taką świętością dla Rosji - Stanisław Cat-Mackiewicz
 
 
 
elam 
Gremlinek


Posty: 11086
Skąd: kotlinka gremlinka
Wysłany: 25 Czerwca 2007, 20:52   

ech, jak to latwo teraz auutorem zostac :mrgreen:
_________________
Ten się śmieje, kto umrze ostatni.
 
 
 
gorat 
Modegorator


Posty: 13590
Skąd: FF
Wysłany: 25 Czerwca 2007, 21:02   

Szczerość się liczy :)
...
...
...
...
...
...to teraz czekamy na książkę :mrgreen: :lol:
_________________
Początkujący Wiatr wieje: Co mogę dla kogoś zrobić?
Zostań drzewem wiśni.
---
鼓動の秘密

U mnie działa.
 
 
mawete 
bosman


Posty: 13096
Skąd: Lublin
Wysłany: 25 Czerwca 2007, 21:49   

Ziuta napisał/a
Litości... wstyd mi.
Nie dość, że raz jedyny napisałem szorta i niespodziewanie wskoczył on na papier, to już chce mi się brać długopis i kreślić powtórzenia oraz inne błędy. Tragedia.

Trzeba to było zrobić. Wybacz ostre słowa, wściekły jestem, nie na Ciebie - normalnie bym to delikatniej powiedział.
 
 
Gustaw G.Garuga 
Bakałarz

Posty: 6179
Skąd: Kanton
Wysłany: 26 Czerwca 2007, 09:14   

Ziuta, to mija :D Pamiętam, jak rwałem włosy z głowy, widząc, że do druku w NF Czerwony Tygrys poszedł bez moich poprawek, z frazami, których nigdy bym nie użył, z niezgrabnościami po skróceniu o 1/10 itp. Ale tekst się spodobał i tak :) Pewne słabości wywołujące zgrzytanie zębów autora nie będą nawet widoczne dla większości czytelników. A na pozostałe czytelnik przeważnie przymknie oko. Rada? Prosić o wersję redakcyjną do akceptacji, zrobić swoje, a potem już do tekstu nie zaglądać ;) Moim zdaniem fajnie piszesz (czytałem też Twój tekst do niedoszłej antologii wiedźmowskiej), Twój dzisiejszy wstyd świadczy raczej o perfekcjoniźmie autora, niż o marności tekstu.
_________________
"Our life is a time of war and an interlude in a foreign land, and our fame thereafter, oblivion." Marcus Aurelius
 
 
Ziuta 
Nerwus


Posty: 5748
Skąd: Krzeslav's Hills
Wysłany: 26 Czerwca 2007, 16:30   

mawete napisał/a
Trzeba to było zrobić.

Robiłem, robiłem. Ale czasu było mało. Uważam, że jakikolwiek tekst (powieść, praca dyplomowa, wiersz do lubej) powinien odleżeć jakiś czas nieruszany, a za korektę trzeba się wziąć, gdy tekst wywietrzeje przynajmniej do poziomu zdania/szczegółu. Poprawianie tekstu, którego się w ogóle nie pamięta – to luksus i marzenie. Asymptota.

mawete napisał/a
Wybacz ostre słowa, wściekły jestem, nie na Ciebie

Zdarza się. Moja siostra jest ostatnio ostro podenerwowana i wszyscy to w domu odczuwamy. :) Niemniej informuję potencjalnych krytyków, że z wiekiem łagodnieję i z zasady nie angażuję się w pyskówki. Dlatego atakowanie mnie w stanie wzburzonym nic nie wskóra. :mrgreen:

Gustaw G.Garuga napisał/a
Ziuta, to mija

Ale materiał dowodowy trafił do rąk ilus tam tysięcy świadków i niezależnych ekspertów :D

Gustaw G.Garuga napisał/a
Moim zdaniem fajnie piszesz

Dziękuję.

Twój dzisiejszy wstyd świadczy raczej o perfekcjoniźmie autora, niż o marności tekstu.
Mój perfekcjonizm zderza się boleśnie z codziennym zniechęceniem oraz lenistwem.

Gustaw G.Garuga napisał/a
(czytałem też Twój tekst do niedoszłej antologii wiedźmowskiej)

To do ilu ludzi to poszło?! :shock:

A jak ktoś jest zainteresowany, to pod tym adresem znajdzie 28 numerów parodii gazetki szkolnej, którą raczyłem kolegów w liceum i scenariusz filmu political-fiction.

Myśl dnia: przypadkowa publikacja niedorobioną humoreską deprecjonuje lansowaną przeze mnie ideę wspierania literatury (w tym fantastyki) ambitnej.
_________________
Jeśli istnieją narodowe mity, narodowe świętości, to konieczność panowania nad Polską jest właśnie taką świętością dla Rosji - Stanisław Cat-Mackiewicz
 
 
 
Gustaw G.Garuga 
Bakałarz

Posty: 6179
Skąd: Kanton
Wysłany: 26 Czerwca 2007, 19:01   

Ziuta napisał/a
Gustaw G.Garuga napisał/a
Ziuta, to mija

Ale materiał dowodowy trafił do rąk ilus tam tysięcy świadków i niezależnych ekspertów :D

Miałem na myśli to, że mija poczucie wygłupienia się. Powiem Ci w zaufaniu ( :wink: ), że przynajmniej 3/4 błędów przechodzi niezauważone (albo nieskomentowane, ale z tego wynika, że są zbyt drobne, by komuś chciało się je komentować).
_________________
"Our life is a time of war and an interlude in a foreign land, and our fame thereafter, oblivion." Marcus Aurelius
 
 
Pako 
Adam Zamoyski


Posty: 10680
Skąd: Gliwice
Wysłany: 26 Czerwca 2007, 19:29   

Ziuta napisał/a

Cytat
Gustaw G.Garuga napisał/a:
(czytałem też Twój tekst do niedoszłej antologii wiedźmowskiej)


To do ilu ludzi to poszło?! :shock:


Jako niejaki koordynator projektu niedoszłej antologii wiedźmowskiej spieszę uspokoić: do niewielu. Bodaj trzech, nie licząc mnie. Nie jest źle ;)
 
 
Ziuta 
Nerwus


Posty: 5748
Skąd: Krzeslav's Hills
Wysłany: 26 Czerwca 2007, 19:42   

Uff!, uspokoiłeś mnie. :)

EDIT:

Gustaw G.Garuga napisał/a
przynajmniej 3/4 błędów przechodzi niezauważone

Właśnie mi się przypomniało: podobno w "Pułapce na myszy" Agathy Christie jest okropny bąd (rzeczowy lub logiczny), którego do tej pory nie zauważył nikt poza znajomym autorki. Serio. Facet nawet opowiadał w telewizji, jak dzwoni do Królowej Kryminału i mówi, że w sztuce znalazł błąd. Ona na to, że rzeczywiście, jest taki, ale nie wie co z nim zrobić. Niech zostanie. Może nie zauważą. I nie zauważyli. :)
_________________
Jeśli istnieją narodowe mity, narodowe świętości, to konieczność panowania nad Polską jest właśnie taką świętością dla Rosji - Stanisław Cat-Mackiewicz
 
 
 
Ziuta 
Nerwus


Posty: 5748
Skąd: Krzeslav's Hills
Wysłany: 4 Lipca 2007, 20:15   

Przychylna recepcja zachęciła mnie do publikacji: oto, proszę pań i panów, fanfik do Nie-świętego Poznania Piotrka Rogoży. Puszczam w wersji surowej, bez poprawek i korekty.

Jakże żywy Kraków

This is the way, step inside
Ian Curtis, Atrocity Exhibition

I
Życie jest opowieścią. Niestety, rzadko kiedy jesteśmy jej głównymi bohaterami. Tylko wydaje się nam, że znaleźliśmy się w centrum wydarzeń, a nasze czyny zmieniają bieg dziejów. Potem jednak okazujemy się statystami. Narzędziami. Jak knujący wielkie plany dworzanie z Elsynoru. Niczym nacjonalista dobijający Roberta Jordana. Jesteśmy aktorami użytecznymi: kiepscy z nas Hamleci, ale w decydującym momencie pięknie oznajmiamy, że właśnie podano do stołu.
I ja – R., do niedawna student kulturoznawstwa – jestem takim narzędziem. Mój krótki epizod ograniczył się do oblania kwasem najlepszego przyjaciela.
***
Mój najlepszy przyjaciel, Orbiś, był oryginałem. Dobrnął do trzeciego roku filmoznawstwa, rzucił je w cholerę i z poczuciem misji poszedł na matematykę. Obgadywała go przy tym cała humanistyczna część UJ, a studentki polonistyki (przemiłe dziewuszki, niezależnie od pory roku okutane w długie wełniane szale) przestały reagować na próby podrywu. Orbisia to nie zraziło. Uparł się, że chce kuć przez dwa lata dowody i już.
Studiowaliśmy wtedy w Krakowie. Aż dziw, że pamiętam – to było tak dawno, gdy wszystko było proste, a świat radośnie chaotyczny. Ludzie robili, co chcieli, i tylko dla siebie, a miasto wyglądało jak muzeum, w którym wybuchła bomba. Dopiero potem zaczęło się zmieniać. Po wielu latach prac ukończono wreszcie przebudowę Ronda Mogilskiego, tuż obok stanęła Opera, puszczono trzecią linię szybkiego tramwaju. Miasto rozkwitało. Ludzie oraz budynki ładnieli z dnia na dzień i chyba tylko dziady proszalne łaziły brudne i obdarte jak dawniej.
***
Jeszcze jedno o żebrakach: oni pierwsi zauważyli, że przemiana Krakowa jest dalece głębsza i bardziej niepokojąca, niż to, co obserwowaliśmy. Ale oczywiście, nikt ich nie słuchał. Kto by zwracał uwagę na zniszczone alkoholem głosy, bełkoczące o pustych tramwajach krążących po mieście godzinę przed świtem, o światłach latarni, które układają się w złowieszcze wzory, głuchych telefonach do ludzi idących ulicami. Uwagę zwróciły dopiero pierwsze trupy.

II
Kraków to pobożne miasto. Tak mówią. Kościołów więcej niż wiernych, ba, więcej nawet niż w Rzymie. Każda cukiernia sprzedaje kremówki lepsze niż wadowickie, zaś hejnalista co godzina dmie w fujarę na chwałę Pana. W utopię godzi tylko Antychryst. Kamienny Światowid, wyłowiony w pozaprzeszłym stuleciu ze Zbrucza, stoi u podnóża Wawelu. Lokalne pogaństwo kwitło w podziemiu i nawet za najczarniejszej komuny, pomimo protestów kapłanów, składało pod bałwanem kwiaty.
Aż którejś nocy bałwochwalcy poszli na całość i złożyli w ofierze człowieka.
Policja zajmowała się akurat likwidacją piratowania filmami na miasteczku studenckim, przez co śledczy nawiedzili miejsce zbrodni dopiero po tygodniu, gdy trupa wsuwały w najlepsze robaki, zaś smród wypłoszył turystów z ulic, a z knajp Anglików. Szybko ustalono, że ofiarą była Zenobia Kozik, mieszkanka kawalerki na Bieżanowie Nowym. Pani Zenobia znana była z oszczędności. Tak bardzo nie lubiła wyrzucać rzeczy, które kiedyś jeszcze się przydadzą, że raz na pół roku przyjeżdżała do niej (na wezwanie opieki społecznej, którą z kolei wzywali duszący się w odorze sąsiedzi) śmieciarka i wywoziła sześć do dziewięciu kontenerów puszek, szmat, butów oraz innych pożytecznych przedmiotów. Za te regularne pogromy pani Zenobia nie lubiła swoich sąsiadów. Z wzajemnością, przez co wszyscy jak leci trafili na listę podejrzanych. Lista była tak długa, iż po kilku miesiącach prokuratura z radością umorzyła śledztwo. Sprawców nie wykryto.
I nikt nie skojarzył ze zbrodnią napisu, który jakiś wandal nasmarował na Światowidzie. Napis brzmiał: KRAKÓW.
***
Jakoś w tym czasie Orbiś kazał mi iść ze sobą na domówkę organizowaną na peryferiach. Zrobił to, bo nie podobało mu się być obcym pośród dziesiątek autochtonów, gdzieś na krańcu świata, ale chciał iść, gdyż imprezę organizowała niejaka Duśka, w której Orbiś się zabujał. Latał za nią do tego stopnia, że jak przyszliśmy o dziesiątej, to pół godziny później Duśka spuściła nas po schodach.
– Straciłeś wprawę – powiedziałem, gdy staliśmy na przystanku, czekając na opóźniający się autobus. – Zdarza się.
Nic nie odpowiedział. Fuknął tylko coś niezrozumiale i odwrócił się, by patrzeć na miasto.
Zadupie, na które trafiliśmy leżało na wierzchołku wzniesienia. Panorama obejmowała większą część miasta, a objęłaby całą, gdyby zburzyć bloki. Podciągnąć sensowniejszą linie komunikacyjną i kosić kasę z biletów ma punkt widokowy. Trzeba by tylko postawić jakieś parawany, albo mur, bo miejscowi do pięknych nie należeli.
Staliśmy tak i marzli, gdy Orbiś nagle podskoczył jak przestraszony.
– Patrz – powiedział – na światła.
Spojrzałem na miasto dole. Sodowe światło latarni zapalało się i gasło, gasło i zapalało, jakby ktoś bawił się przełącznikiem. Nagle zrobiło się całkiem ciemno.
– Awaria? – spytałem.
– Nie – odparł Orbiś, gdy znów się rozjaśniło. – To jakiś wzór.
Rzeczywiście: latarnie pulsowały niczym księżyc odbity w falującej wodzie. Przez chwilę wydawało mi się, że z plam wyłaniają się figury geometryczne. Ale nim przyjrzałem się dokładniej, miasto zamrugało i wszystko wróciło do normy. Światła znów układały się zgodnie z przebiegiem ulic. Alej. Na pętlę wtoczył się nocny.

III
Kolejne dni przychodziły jeden za drugim, a z nimi coraz dziwniejsze wydarzenia. Włamanie do Biblioteki Jagiellońskiej nie byłoby niczym dziwnym, znikały z niej kilogramy starodruków, bezcenne rękopisy i jeden kustosz (ten akurat szybko odnalazł się na ławie oskarżonych), lecz tym razem nic nie znikło, ba, przybyło wręcz. Nieznany sprawca dopadł półki, na której leżało pół setki egzemplarzy „Post polis...” dasdasdafd i wypisał markerem na całej długości grzbietów „jeszcze trylobit!”. Markera znaleziono w koszu na śmieci w czytelni ogólnej. Były na nim odciski palców dziewięciu osób, w tym do garującego od dwu lat recydywisty.
Nocą zawaliła się kamienica przy Wiślnej. Nie było tam mieszkań, więc szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Gdy nazajutrz służby chciały ogrodzić teren, ludzie już używali gruzowiska jako deptaka. Próbowano ich przegonić, ale zawsze wracali. W kocu władze dały za wygraną. Było się nawet z czego cieszyć, gdyż nowa trasa wniosła regularność do ruchu centrum. Ludzie chodzili równiutko, jak w zegarku, i zawsze trzymali się prawej strony chodnika.
Zdarzyła się też tragedia. Bus przejeżdżający przez estakadę nad rondem Polsadu spadł na stojące niżej samochodu. Nikt nie wiedział dlaczego kierowca skręcił, łamiąc barierkę. Potem, w przeciągu miesiąca, ten sam wypadek przydarzył się trzem samochodom osobowym oraz motocykliście. Po tym wszystkim kierowcy zaczęli unikać feralnej estakady jak ognia. Nikt już tam nie jeździł, jakby zażyczyła sobie tego jakaś wyższa siła.
I wszędzie ginęli ludzie: zwariowani tramwajowi staruszkowie, bezdomni, pijaczki, osiedlowe męty. Nikt za nimi nie płakał; niektórzy cieszyli się, że będzie większy porządek na ulicach.
***
Gołębnik, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się przy Gołębiej. Siedzieliśmy tam we trójkę: ja, Orbiś , oraz Duśka, która kilka dni po feralnej imprezie przyleciała przeprosić Orbisia i już z nim została. Chłopak jednak nie stracił wprawy.
– Wiecie – odezwała się w pewnym momencie Duśka – bardzo się boję.
– Czego? – zapytał Orbiś.
Zdziwiony rozlał miód na stolik, który przez chwilę stał się jedyną ostoją chaosu w mieście. Potem Orbiś wyciągnął chusteczkę.
– Boję się – wyszeptała, instynktownie kryjąc szyję kołnierzem kurtki – zmian. Coś się dzieje, czujesz to, R., prawda? Jakaś siła konsekwentnie narzuca nam swój porządek. A ludzie... ich się boję najbardziej...
– Bo są szczęśliwi. Porządek daje im sens życia – dokończyłem.
Orbiś patrzał na nas oczyma wielkimi jak koła młyńskie. Dosłownie. Dwa jaka wepchnięte do oczodołów, źrenice zredukowane do czarnych kropek.
– O co wam chodzi?
– Nie zauważyłeś? O tam.
Na chodniku uwijało w trudzie się kilka osób. Pełen przekrój społeczeństwa: japiszon, ksiądz-emeryt, klasyczny lachon w białych kozaczkach i szara myszka. Wszyscy pieczołowicie zbierali zeschłe liście, niedopałki, ulotki. Potem całymi garściami wrzucali je do śmietnika.
– Udrażniają – coś zaiskrzyło w umyśle Orbisia. – Jak nanoroboty. Oczyszczają drogę.
– Tylko przed kim? – zapytałem.
Zza szyby dobiegł zapach naftaliny. Do czyścicieli dołączyła staruszka w futrze ze srebrnych lisów i jęła dyrygować pracą.

IV
Z każdym kolejnym dniem przemiana obejmowała kolejnych ludzi. Jednych dotykała mniej, innych bardziej. Pawełka, najsłynniejszego w Krakowie studenta prawa, obdarowała obłędem.
Pawełek był dziwny. Z zachowania przypominał pedała z kiepskiego dowcipu, tylko bez ustanku latał za dziewczynami. Właściwie nigdy nie przebywał w męskim towarzystwie dłużej niż pięć minut. Chyba, że z przymusu. Do tego miał poglądy. W portfelu trzymał legitymację partyjną, a na jego egzemplarzu encyklopedii zamaszysty autograf złożył niedoszły prezydent. To też wyglądało na kiepski dowcip, tylko dla odmiany polityczny, antyopozycyjny. Żył tak z dnia na dzień, aż w końcu oszalał.
Świadkowie opowiadali potem, że zaczęło się pod punktem z zapiekankami przy Czarnowiejskiej. Pawełek szedł właśnie kupić pierwszy posiłek tego dnia, gdy wepchnął się przed nim do kolejki dresiarz. Gdy patrzył na zażerającego *beep*, coś w nim pękło. Poczerwieniał, wrzasnął i przylutował chłopakowi w pysk. Tak odszedł Pawełek, a narodził się Paul.
Nazajutrz stał już na czele dwudziestoosobowej bojówki. Porzucił liberalizm i delikatność na rzecz kultu siły. Rozpoczął akcję sprowadzania okolicy do brunatnego poziomu. Jego ludzie w ekspresowym tempie przepędzili z Kawiorów dresiarzy, punków, metalowców oraz inne subkultury. Na krótko, bo wrócili i przypuścili kontratak. Paul rejterował na Kazimierz. Stamtąd przez bity tydzień przeprowadzał pochody za Wisłę, pacyfikując Podgórze, Osiedle Podwawelskie i Dębniki, aż w końcu autochtoni nie wytrzymali. Pogonili Pawełka na peryferie, gdzie kontynuował próby ustanowienia nowego porządku miasta. Na murach rozkwitały Hakenkreuze, a ludzie nie wiedzieli, co myśleć.
***
Duśka odeszła. Nie zostawiła za sobą niczego, nawet zapachu perfum. Zdążyła tylko nagrać Orbisiowi wiadomość na poczcie głosowej.
– Naprawdę się bała – mówił mi potem. – Nie chciała zaakceptować szaleństwa, które toczy Kraków.
– Gdzie teraz jest? – zapytałem.
– U ciotki we Wrocławiu. Chciałem do niej przyjechać w długi weekend, ale stwierdziła, że to nie ma sensu.
Orbiś dolał piwa do kufla.

V
W przeciągu kilku wiosennych tygodni „porządek” stał się wyrazem odmienianym przez wszystkie przypadki i przez wszystkie usta w kraju. Nie szczędzono pochwał: mieszkańcy miasta poprawiali świat, rugowali osiedlowy bandytyzm, dbali o zieleń, sprzątali chodniki. Wszystko spontanicznie, żadnej koordynacji czy planu. Ukontentowani politycy wszystkie zasługi przypisywali sobie, zaś szarzy ludzie z miast całego kraju marzyli, by w ich otoczeniu ludzie też wzięli się do roboty. Czekając cudu, zasiadali przed telewizorami i patrzyli na Kraków. A było na co patrzeć, bo nawet pawełkowe bojówki, mimo faszystowskich skojarzeń, wzbudzały sympatię dzięki dbaniu o wspólne dobro. Pośród setek tysięcy mieszkańców Krakowa znalazło się tylko kilka osób, którym zmiany budziły nieokreślony lęk, a tylko jedna odkryła ich przerażającą naturę.
To był student. Zdolny, o szerokich horyzontach. Potrafił dostrzegać głębokie powiązania i zależności tam, gdzie nie wypatrzyłby ich dywizjon speców przez sto lat obserwacji. Kierowany intuicją, zaczął rozpracowywać przemianę Krakowa w sposób naukowy. I z przerażeniem odkrył, że Kraków żyje. Jest świadomą istotą, przynajmniej od momentu otwarcia nowej linii tramwajowej.
Zasada była prosta: w chaotycznych ruchy wielkiego miasta wyodrębnił się ogólny kierunek dryfu (wszystkiego – ludzi, maszyn, idei, energii, informacji), a z niego wytworzyły się proste układy logiczne. Miasto powoli kształtowało swoją strukturę w wyżej zorganizowany byt, oczyszczało się z wszystkiego, co stopowało przemianę. Stąd wypadki, prowokowane przez szereg drobnych, niezauważalnych i jeszcze nie świadomie kierowanych ale już celowych akcji. Stąd zaginięcie, akcje porządkowe oraz pęd ludzi ku gromadzeniu się w tłum. Ulice stały się arteriami, ludzie komórkami, a obieg informacji – układem nerwowym panorganizmu. Wszechistoty. Gdy wnętrze Krakowa nabrało porządku, miasto żywiło się, trawiło i wydalało ludzi, stal oraz ropę, nadszedł czas na ekspansję. Badanie otoczenie nibynóżkami nowych osiedli, próby nawiązania kontaktu z innymi świadomościami. Miasto żyło i miało się dobrze.
Student, który odkrył, co się stało, poczuł niepokój. Monstrualna ohyda, moloch, behemot, myślał o mieście. Czuł się źle w roli drobnego elementu bardziej rozwiniętej istoty. Od strachu jeszcze gorsza byłą niewiedza, co robić. Chciał się zwierzyć. Opowiedział wszystko przyjacielowi. I to był błąd.
***
Wieczór.
Odstawił na bok badania ożywionego Krakowa, bo nie miał już sił na dalszą pracę. Siedział więc w mieszkaniu, słuchał muzyki i dla zabicia czasu zajmował się zwykle zaniedbywanymi drobiazgami. Właśnie odkamieniał baterię w kuchni, gdy rozległ się dzwonek u drzwi. Poszedł otworzyć. Na progu stał jego przyjaciel.
– Cześć, Orbiś – powiedział.
***
– Cześć, Orbiś, powiedziałem.
– Cześć, R. Co cię sprowadza?
– Kraków.
– Czyli mi uwierzyłeś – rzekł. – Złe rzeczy się dzieją – zmarkotniał.
– Złe? Przecież to cudowne! Zjednoczyć się, zespolić w wyższą świadomością. I to w młodym wieku, bez buddyjskich medytacji i pielgrzymek do Tybetu!
Przeszliśmy do kuchni. Orbiś nastawił czajnik.
– Co ty widzisz w tym dobrego? Wbrew naszej woli utworzyła się istota, która ma ludzi za nic. Pisałem ci w e-mailu. Kraków ma nas gdzieś, jesteśmy dla niego komórkami. I pewnie nie najważniejszymi. Jedyną naszą zaletą jest to, że się szybko reprodukujemy.
– To właśnie jest piękne – zaoponowałem. – Razem z miastem wkraczamy w nową epokę. W postponowoczesność. My, rozumiesz? My! Nie Amerykanie, nie Francuzi, tylko my.
– I co dalej? Popostponowoczesność? Wszystkie gminy kraju połączą się i polecą do gwiazd?
– Mnie by się podobało.
– Figa! Dla miast Ziemia jest praktycznie układem zamkniętym. Rozumiesz. Entropia może tylko rosnąć. Jeśli wzrośnie uporządkowanie miast, to cały chaos zostanie wywalony za zewnątrz. Będzie nawet jeszcze większy, bo praca wyrzucania poniesie za sobą jeszcze większy wzrost entropii.
– Nigdy nie lubiłem wsi. Babrać się w oborniku, ohyda.
– Nic nie rozumiesz! Żywy Kraków to jeździec apokalipsy. Za nim powstaną inne miasta: Poznań, Wrocław, Łódź. Na pewno już próbuje pobudzić je do przemiany, pooglądaj wiadomości w telewizji.
– I co chcesz z tym zrobić? – zapytałem. – Ale na poważnie.
– Powstrzymać. Nawet wiem od czego zacząć. Znalazłem słabe punkty miasta; trzeba zniszczyć wszystkie nowe inwestycje. Obwodnicę, operę, biurowce.
– W takim razie to ja musze ciebie powstrzymać – odpowiedziałem.
Wziąłem z półki książkę. „Dzienniki” Gombrowicza.
– Cytat na chybił-trafił: „to jest piękne”. Będziesz jeszcze dyskutował?
– Inny cytat –wyrwał mi tom z ręki. – „Do *beep*”. Też chcesz dyskutować z mistrzem?
– Nie ma już dla ciebie ratunku, Orbiś. Przykro mi.
I nim zdążył zareagować, chwyciłem lezącą przy zlewie butelkę z kwasem solnym i chlusnąłem mu prosto w oczy.
To było jak na filmie o zwolnionym tempie: wrzasnął, złapał się za twarz i
p
o
l
e
c
i
a
ł
w dół.
Na podłogę.
Jeszcze coś piszczał z zasłoniętych dłońmi ust, gdy wbijałem mu nóż w serce.

VI
I tyle. To wszystko. Po zabiciu Orbisia czekałem na policję, przeglądając te materiały o jakże-żywym-Krakowie, których nie zdążył mi przesłać. Gdy policjanci przyjechali, nie sprawiałem oporu. Po co, skoro oni też byli częścią miasta. Grzecznie odpowiadałem na wszystkie pytania („Nazwisko?”, „R. Z kropką na końcu”), potem posłusznie przyjąłem wyrok. Uznali mnie za niebezpiecznego szaleńca umieścili na oddziale zamkniętym, gdzie tkwię do dzisiaj.
Nie jest mi źle. Karmią dobrze, mam też dostęp do telewizji i gazet, więc wiem wszystko, co się dzieje z moim kochanym miastem. Niedawno otworzyli linie szybkiego pociągu do Poznania. Myślę, że chodzi o nawiązanie ścisłego kontaktu z kolejną żywą metropolią.
Za niedługo znów pojawią się kolejni Orbisie, wrogowie postponowoczesnego porządku świata. Wtedy Kraków wypuści mnie z przechowalni i wyśle na łowy. Mnie, do niedawna R., studenta kulturoznawstwa, dziś skromnego leukocytu w służbie organizmu. Czekam na to.
Czekam.
_________________
Jeśli istnieją narodowe mity, narodowe świętości, to konieczność panowania nad Polską jest właśnie taką świętością dla Rosji - Stanisław Cat-Mackiewicz
 
 
 
Martva 
Kylo Ren


Posty: 30897
Skąd: Kraków
Wysłany: 4 Lipca 2007, 21:01   

Ożesz.
Więc jeszcze trochę i różni młodzi forumowicze w wątku spotkaniowym będą pytać: 'a będzie Pan Boruch, bo chciałem autograf?'. A ja stanę się jedym niepisarzem w towarzystwie.
O.
_________________
Potem poszłyśmy do robaków, które wiły się i kłębiły w suchej czerwonej glebie. Przewracały błoto i uśmiechały się w swój robaczy sposób, białe, tłuste i bezokie.
-Myślimy, ze słuszne jest i właściwe dla dziewczyny, by umarła. Dziewczyny muszą umierać, jeśli robaki mają jeść, jest w najwyższym stopniu słuszne, aby robaki jadły.

skarby
szorty
 
 
Ziuta 
Nerwus


Posty: 5748
Skąd: Krzeslav's Hills
Wysłany: 4 Lipca 2007, 21:03   

Daleko mi do rozdawania autografów. Ale kilka pochwał już otrzymałem :mrgreen: Grunt nie zwariować.
_________________
Jeśli istnieją narodowe mity, narodowe świętości, to konieczność panowania nad Polską jest właśnie taką świętością dla Rosji - Stanisław Cat-Mackiewicz
 
 
 
Adashi 
Cyberpunk


Posty: 16640
Skąd: Pyrlandia
Wysłany: 4 Lipca 2007, 21:04   

Martva, nie martw się :mrgreen:
_________________
Wysłano z Atari
 
 
Martva 
Kylo Ren


Posty: 30897
Skąd: Kraków
Wysłany: 4 Lipca 2007, 21:04   

Nie mówię że już zaraz natychmiast, mówię że jeszcze trochę :)
Edit: Adashi, dlaczego mam się nie martvić?
_________________
Potem poszłyśmy do robaków, które wiły się i kłębiły w suchej czerwonej glebie. Przewracały błoto i uśmiechały się w swój robaczy sposób, białe, tłuste i bezokie.
-Myślimy, ze słuszne jest i właściwe dla dziewczyny, by umarła. Dziewczyny muszą umierać, jeśli robaki mają jeść, jest w najwyższym stopniu słuszne, aby robaki jadły.

skarby
szorty
 
 
Orbitoski 
Horrorman


Posty: 783
Skąd: Krakau
Wysłany: 4 Lipca 2007, 22:23   

Mi to opowiadanie sprawiło przyjemność. Uważam, że Piotr powinien pisać dalej.

Martva napisał/a
dlaczego mam się nie martvić?


Martva, nie martv się wbrew sobie.
_________________
Nie jest dobrze

www.orbitowski.pl
"Nadchodzi" nadchodzi w lutym.
 
 
gorbash 
Ufol


Posty: 4627
Skąd: Kraków
Wysłany: 4 Lipca 2007, 22:29   

Powiem tylko: no no....
_________________
You say coke I say caine.
 
 
 
Adashi 
Cyberpunk


Posty: 16640
Skąd: Pyrlandia
Wysłany: 4 Lipca 2007, 22:41   

Martva napisał/a
Adashi, dlaczego mam się nie martvić?

:arrow:
Martva napisał/a
A ja stanę się jedym niepisarzem w towarzystwie.
O.



Orbitoski napisał/a
Martva, nie martv się wbrew sobie.

Dokładnie ;)
_________________
Wysłano z Atari
 
 
Czarny 
GrimMod

Posty: 5363
Skąd: IŁAWA
Wysłany: 5 Lipca 2007, 07:20   

Mnie też się podobało :bravo
 
 
Rafał 
.

Posty: 14544
Skąd: Że: Znowu:
Wysłany: 5 Lipca 2007, 07:45   

dobre! :bravo
 
 
Piotrek Rogoża 
Lyterat


Posty: 822
Skąd: inąd :)
Wysłany: 5 Lipca 2007, 12:59   

Śliczne opowiadanie. Jestem dumny z takiego fanfika. Świetny humor, niektóre zdania to prawdziwe perełki. Miałem niesamowitą radochę podczas lektury. Ziuta, pisz i publikuj!
_________________
Moje życie to Truman Show. W reżyserii Koterskiego.
www.piotrrogoza.wordpress.com
 
 
Agi 
Modliszka


Posty: 39196
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 5 Lipca 2007, 17:11   

Lekko przerażająca wizja, ale wykonanie owszem, owszem :bravo
 
 
gorat 
Modegorator


Posty: 13590
Skąd: FF
Wysłany: 5 Lipca 2007, 23:33   

To kiedy to wydrukujecie? Chcę przeczytać...
_________________
Początkujący Wiatr wieje: Co mogę dla kogoś zrobić?
Zostań drzewem wiśni.
---
鼓動の秘密

U mnie działa.
 
 
Orbitoski 
Horrorman


Posty: 783
Skąd: Krakau
Wysłany: 6 Lipca 2007, 08:14   

Nurs mógłby to puścić.
_________________
Nie jest dobrze

www.orbitowski.pl
"Nadchodzi" nadchodzi w lutym.
 
 
Tequilla 
Rzułta rzaba


Posty: 2378
Skąd: niżne landy
Wysłany: 6 Lipca 2007, 08:42   

Przeczytałem i cóż... naprawdę świetne! Pomysł i wykonanie. Ziuta co ty robiłeś przez cały ten czas kiedy powinieneś pisać? :)
 
 
Ziuta 
Nerwus


Posty: 5748
Skąd: Krzeslav's Hills
Wysłany: 6 Lipca 2007, 23:22   

Zasadniczo – op***dalałem się. A za "powinieneś" – dziękuję uprzejmie. :D
_________________
Jeśli istnieją narodowe mity, narodowe świętości, to konieczność panowania nad Polską jest właśnie taką świętością dla Rosji - Stanisław Cat-Mackiewicz
 
 
 
Orbitoski 
Horrorman


Posty: 783
Skąd: Krakau
Wysłany: 6 Lipca 2007, 23:31   

ziuta czytałi poznawał świat :P
_________________
Nie jest dobrze

www.orbitowski.pl
"Nadchodzi" nadchodzi w lutym.
 
 
Martva 
Kylo Ren


Posty: 30897
Skąd: Kraków
Wysłany: 6 Lipca 2007, 23:34   

I dołował się.
_________________
Potem poszłyśmy do robaków, które wiły się i kłębiły w suchej czerwonej glebie. Przewracały błoto i uśmiechały się w swój robaczy sposób, białe, tłuste i bezokie.
-Myślimy, ze słuszne jest i właściwe dla dziewczyny, by umarła. Dziewczyny muszą umierać, jeśli robaki mają jeść, jest w najwyższym stopniu słuszne, aby robaki jadły.

skarby
szorty
 
 
Orbitoski 
Horrorman


Posty: 783
Skąd: Krakau
Wysłany: 7 Lipca 2007, 07:48   

oraz cierpiał, chciał byc Philipem Dickiem i próbował robic czaj z herbaty Tetley.
_________________
Nie jest dobrze

www.orbitowski.pl
"Nadchodzi" nadchodzi w lutym.
 
 
Dabliu 
Marsjanin


Posty: 2265
Skąd: Wrocław
Wysłany: 7 Lipca 2007, 10:21   

:bravo

To teraz napisz coś dłuższego :) I zajrzyj tutaj.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group