To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Ludzie z tamtej strony świata - Urbi et Orbi

NURS - 28 Lutego 2006, 10:05
Temat postu: Urbi et Orbi
W połowie Orbit w połowie nie Orbit, czyli spółka pisarska, cos jak bracia Strugaccy, tylko nie spokrewnieni. Felietonizują (wiem, wiem, to nie felietony :-) i pisują prozą wiedząc o tym. Zapraszam do zadawania im niewygodnych pytń.
Rafał - 28 Lutego 2006, 10:26

Jak jest z tymi kotami, piszą czy nie, bo cosik kręcicie towarzysze :mrgreen:
mawete - 28 Lutego 2006, 10:40

Planujecie cd?
urbi et orbi - 28 Lutego 2006, 16:16

1. co do kotów, pisza ale nie to co idzie do SFFH. tak czy inaczej obserwujcie nominacje do Zajdla w tym roku, jeśli pojawi się jakis duet pisarski poza nami to znaczy, że koty Orbitowskiego naprawdę sie przebijają.
2. Planujemy szereg opowiadań plus powieśc i minipowieśc o przygodach Enki i Gila.
3. Uprzedzając wszelkkie pytania odnośnie formuły pisania w dwie osoby, odsyłamy do braci Strugackich ze szczególnym uwzględnieniem nieżyjącego brata.

NURS - 28 Lutego 2006, 21:42

mawete napisał/a
Planujecie cd?


kurna, niech piszą, nie śpiewają :-)

andre - 28 Lutego 2006, 22:03

Albo CD-ROM...?Kurde,żeby się Romowie nie obrazili... :(
mawete - 1 Marca 2006, 11:06

NURS napisał/a
mawete napisał/a
Planujecie cd?


kurna, niech piszą, nie śpiewają :-)


To jeszcze zależy co piją do tego śpiewania... :mrgreen:

mawete - 2 Marca 2006, 08:38

NURS w innym temacie napisał/a
Dziś życzenie, dziś odpowiedź, jak złota rybka jestem. Rozmawiałem przed chwilą z ludźmi od produkcji filmów w ITI, przedstawiłem pomysł, są wstępnie zainteresowani przeczytaniem scenariusza. Wyślę im dzisiaj opko do przeczytania i parę starszych tekstów Orbita.


Jak to wyprodukują to z radości stawiam wiadro wódki! :D

urbi et orbi - 13 Marca 2006, 13:44

Dziękujemy wszystkim, którzy głosowali na nas. Bardzo się cieszymy, a obrany kierunek będzie kontynuowany. Choć następne opowiadania o Gilu i Ence nie będą już tak wesołe.
Jeśli NURS załatwi nam film to poza kapeluszem od Orbitoskiego Urbaniuk zobowiązał się dorzucić replikę colta i dodać wiadro wódki do tego od Mawete.
Obraziliśmy się na Emilię że nie chce nas wyniszczać, z chęcią byśmy się pokłócili :lol:
w następnym odcinku PSA I KLECHY dowiemy się trochę więcej o przeszłości Enki, a poza tym okaże się, że takie pary jak pies i klecha wcale nie są takie rzadkie. Obiecujemy również, że bohaterowie będą się gonić i zrzucać na siebie mumie. Będzie ostro

Aga - 13 Marca 2006, 15:48

Kurczę, a kiedy zobaczymy następne opowiadanie? Bo to nieładnie tak czytelnikom robić smak na dobry tekst, a potem zostawiać ich na głodzie... Bo później biedni ludzie muszą czekać i czekać, i czekać... Mnie się "Żertwa" strasznie podobała, bo lubię takie klimaty i czekam z niecierpliwością na następne opowiadania. Zwłaszcza, że zapowiada się bardzo interesująco. :mrgreen:
urbi et orbi - 14 Marca 2006, 12:14

tekst w tym miesiącu składamy na dłonie NURSa. prawdopodobny tytuł "Hipoteza śladu"
Aga - 14 Marca 2006, 12:36

Przepraszam, że niekonstruktywnie, ale: Jeeeee!!! :bravo :bravo :bravo
Last Viking - 14 Marca 2006, 12:50

Gratulacje za "Żertwę" :bravo
Oby więcej, więcej, więcej.... :mrgreen:
Felietony też na najwyższym poziomie :!:

Aha i dialog po którym spadłem z krzesła:
Cytat
- Woził już pan porucznik jakiś ksieży ? -zapytała pogodnie Andrzej Gil
- Koledzy wozili ....

:bravo :bravo :bravo
dla mnie mistrzostwo świata :P

NURS - 14 Marca 2006, 13:31

Jak złożą, to wydam. Tekst pójdzie w 8-ce. Szóstka jest juz złozona, siódemka też. A w ósemce szykuje sie tez pare ładnych bombek :-)
Powiedzmy, ze przeczytacie tekst, ktory odpadł u NUMPa na rzecz Szamanki :-)

Rafał - 14 Marca 2006, 15:04

Brzmi groźnie.
Last Viking - 14 Marca 2006, 15:13

No gdzie człowiek nie spojrzy to Szamanka swoją śliczną lesbisko-feministyczną główkę wychyla :?
Faktycznie brzmi groźnie :roll:

mawete - 15 Marca 2006, 09:48

NURS napisał/a
Jak złożą, to wydam. Tekst pójdzie w 8-ce. Szóstka jest juz złozona, siódemka też. A w ósemce szykuje sie tez pare ładnych bombek :-)
Powiedzmy, ze przeczytacie tekst, ktory odpadł u NUMPa na rzecz Szamanki :-)


Ja chcę! Ja chcę! Mam nadzieję, że jest lepszy...

urbi et orbi - 15 Marca 2006, 10:31

Last Viking napisał/a
Gratulacje za Żertwę :bravo
Oby więcej, więcej, więcej.... :mrgreen:
Felietony też na najwyższym poziomie :!:

Aha i dialog po którym spadłem z krzesła:
Cytat
- Woził już pan porucznik jakiś ksieży ? -zapytała pogodnie Andrzej Gil
- Koledzy wozili ....

:bravo :bravo :bravo
dla mnie mistrzostwo świata :P


dziękujemy ponownie
1. nie piszemy żadnych felietonów, to teksty publicystyczne. a że na najwyższym poziomie? No ba! :mrgreen:
2. co do dialogu to cholernie nam fajnie, że ktoś wogóle zauważa takie rzeczy. nie zdarza się to co dzień
pzdr.

Rodion - 15 Marca 2006, 10:39

urbi et orbi napisał/a
co do dialogu to cholernie nam fajnie, że ktoś wogóle zauważa takie rzeczy. nie zdarza się to co dzień


Zauważa, zauważa tylko nie chce Was dodatkowo rozpieszczać. :wink:

Rafał - 15 Marca 2006, 10:54

Dialogi i smaczki macie panowie dopracowane i jest to duży plus. Połowa przyjemności przy czytaniu to właśnie te smaczki. Nieodparcie nasuwa mi się porównanie z Rejsem. Fabuła fabułą, ale te dialogi i wtrącenia ... to jest to.
Last Viking - 15 Marca 2006, 11:42

urbi et orbi napisał/a
nie piszemy żadnych felietonów, to teksty publicystyczne.

No tak oczywiście :oops:
Ostatnio felieton Orbita w NF chwaliłem, i tak jakoś z rozpędu...

Wracając jednak do teorii PECHA
Zastanawiam się, czy można przy zastosowaniu metod statystycznych obliczyć w przybliżeniu czas zbliżania się jego kulminacji i określenie skutków nastąpienia zdarzenia pechowego krótko i długoterminowych z szacowaniem niepewności :D

Nobel dla tego który opracuje odpowiedni wzór :wink:

Emilia - 16 Marca 2006, 14:54

Krytyka merytoryczna czy nie w nawiązaniu do panów komentarzy mojej oceny tekstu. Żertwa

Opowiadanie numeru; tekst numeru; bardzo dobre; doskonałe; świetne; ogólnie piątka; numer jeden; gratuluję; bardzo fajne; najlepszy tekst; najlepsze opowiadanie; mój faworyt itd.

Wiem, że miło się takie słowa czyta. Takie oceny sprawiają radość. Ja też się cieszę, że tylu ludziom odbiór waszego tekstu sprawił przyjemność i wcale nie żartuję.
Zapytam jednak czy nie włącza się wam panowie sygnał ostrzegawczy? Jeśli tak, to dobrze. Jeśli nie, to szybko spoczniecie na laurach, przekonani o swojej wielkości i doskonałości tekstów. Nie jeden pisarz udusił się w puchu pochlebnych recenzji. A pierwsze symptomy już widać. Jakie? A proszę bardzo.

Oto znalazła się jakaś tam Emilia, która zamiast dołączyć do zgodnego chóru, stwierdza, że się nudziła i głosu nie odda. Co panowie robią? Piszą ze złością komentarz, a na koniec stwierdzają - „goń się dziewczyno do lasu” czy „spadaj mała na drzewo” bo tak rozszyfrowuję sławetne „Darz bór. Alleluja” - z tą swoją niby oceną, bo ani ona merytoryczna, ani prawdziwa.

Powiem panom, że miarą wielkości pisarza jest nie ilość wielbicieli, lecz ilość zaciekłych krytyków. Na tym forum natknęliście się zaledwie na Emilię, w dodatku całkiem łagodną. Jesteście jeszcze na początku swojej przygody z pisarstwem. Zastanówcie się póki czas, póki nie jesteście zbyt znani i wystawieni na bezpardonowe ataki konkurencji i krytyków, jak należy postępować. Reakcją na moje niewinne ziewnięcie było obrażanie i dyskredytowanie. A ja pytam z jakiej racji? Wszak środowiskiem naturalnym pisarza są czytelnicy. Ja reprezentuję tą niezbyt przychylną waszemu utworowi grupę. A wcale nie wiadomo czy mniej liczną niż wielbicieli. A dlaczego nie wiadomo? Ponieważ najczęstszym zachowaniem w takim wypadku jest brak odzewu. Powinniście więc być zadowoleni, że poświęciłam swój czas i przeczytałam opowiadanie, że zapłaciłam za pismo, w którym jesteście drukowani. W końcu, że zechciałam wyrazić opinię o tekście, nie ważne czy po waszej myśli. Włożyłam wysiłek w to żeby powiedzieć, co sądzę o waszym utworze i nie wysłałam nikogo ma drzewo. A mogłam, bo jako odbiorca mam taki przywilej wynikający z tego, że piszecie właśnie dla mnie. Nie muszę być też merytoryczna, bo nie jestem zawodowym krytykiem po pierwsze, a po drugie peany na cześć też nie są merytoryczne, tylko miłe uchu.

Zastanówcie się więc panowie póki czas... i pamiętajcie że nawet zła recenzja jest lepsza niż żadna.

Emilia - 16 Marca 2006, 14:57

Zamieszczam obiecaną analizę przebiegu walki w opowiadaniu Klecha i Pies: Żertwa
zapisaną mi przez męża.


Zadany przebieg walki:

Scenariusz: Żertwa „Ruszył na porucznika niczym byk z opuszczaną głową. Enka uchylił się gładko, chciał trafić łokciem w środek pleców, ale przeciwnik odwrócił się i cios
spadł mu na policzek. Chrupnęło, gdyby tak oberwał Enka, pewno leżałby i piszczał, ale
wiejski łajdak tylko się otrzepał.”

Konsultant
1.Opis ataku/obrony prawidłowy.
2.Kluczowe słowo „chrupnęło” zmienia skutki uderzenia
a. cios łokciem w policzek z chrupnięciem: wyrwanie żuchwy z jarzma,
natychmiastowy nokaut bez względu na masę przeciwnika, nie można piszczeć
b. inny wariant kontuzji: wybicie kości promieniowej przedramienia ze stawu
łokciowego, utrata zdolności ruchu ręki bez utraty świadomości.
Walka możliwa, przebieg odmienny.

Scenariusz: Żertwa „Trafił porucznika tylko raz, pod oko, a Enka wykorzystał okazję i
sprzedał mu kopniaka między nogi. Wieśniak zrobił minę (...) wypuścił nosem
powietrze i opuścił dłonie. Zachwiał się lekko, a Enka zrobił to, co zawsze pragnął
zrobić (...) kopnął z wyskoku, w półobrocie, but wylądował na twarzy wieśniaka znów
chrupnęło i zanim Enka odzyskał równowagę, facet już leżał z otwartymi ustami, ale za
to bez nosa.”

Konsultant:
Założenie scenariusza – walka w konwencji karate (lata 8O XX w milicjant)
1.Kopnięcie w krocze prawidłowo skutki inne od opisanych
a. skutkuje zaburzeniem pracy serca: bezwolne wypuszczenie powietrza ustami z
wyciśnięciem przepony, odruchowy chwyt za krocze i pochylenie do przodu w pozycję
embrionalną.
2.Kopnięcie Tobi Mawashi-Geri (kopnięcie okrężne z wyskoku) w odmianie Uchi czy Soto nie uszkodzi nosa, pole trafienia:
a. skroń: skuteczne
b. czołowo-ciemieniowe: mało skuteczne
3 Cel zakładany poważnie uszkodzenie nosa (przeciwnik wyższy, masywny) zalecane
uchi: Tobi Hiza Geri (kopnięcie kolanem z wyskoku) b. duża siła. Wystarcza Mae
Hiza-Geri (kopnięcie kolanem w przód)
4. Pozbawienie nosa techniką ręczną/nożną niewykonalne.


Scenariusz: Żertwa „W tej samej chwili w jego lewy bok wbił się nóż. Trzeci strażnik
(...) zakradł się od tyłu. Milicjant odskoczył, odwrócił się, ocenił przeciwnika. Jeśli
walczy tak, jak bije nożem, powinno być dobrze - ostrze udezyło nad nerką i ssunęło
sie pożebrach. Enkęto tylko rozsierdziło. Facet wymachiwał ostrzem, rysując literę "z"
(...) facet skoczył, ciachnął, ostrze rozcięło czoło milicjanta i zostawiło na ciele
czerwoną smugę. Tym razem naprawdę bolałoi porucznik Enka naprawdę się
zdenerwował."

Uwarunkowania praktyczne walki nożem
Nóż w bliskim dystansie oferuje:
- atak pod dowolnym kątem,
- skuteczną eliminację przciwnika,
- każdy cios zadany nożem jest groźny - każda rana powoduje szok i utratę krwi,
- atak nożem jest dynamiczny, silny i równie groźny jak broń palna.
- noża nie da się blokować (rany kończyn),
- ciężko jest schodzić z linii (płynna zmiana kąta cięć),
- trudno o skuteczny przechwyt, dźwignię (timing i nieprzewidywalność działań agresora).

W przypadku ataku nożem realna próba obrony:
- gotowa do użycia broń palna,
- szybka ucieczka, zakosy - defensywa przed rzutem
- podjęcie walki własnym nożem (po przeszkoleniu),
- podręczną bronią typu - stół, krzesło, butelka, kurtka, kij.

Obrona gołymi rękoma nie da szans.


Podstawowe warianty ataku nożownika:
1. eliminacja - ofiara nie ma szans- dojście do efektywnego dystansu, wyciągnięcie
noża, szybki atak na: szyję, brzuch, nerki, głowę, ręce - wszystkie ataki są skuteczne;
wszystkie cięcia wielokrotne, zdecydowanie śmiertelne.
2. samoobrona – zadanie ran ciętych prowokujących dystans lub wycofanie zaatakowanego
3. szantaż

Przeżywalność w przypadku wariantu 1 (założonego przez Orbitowskiego i Urbaniuka)

Podstawa oceny:
Badania Steve'a Ribolli, Koordynatora Taktyki Obronnej i Treningu Fizycznego w
Centrum Treningowym George Stone w Pensacola na Florydzie. Badanie z lat 1995-7
opublikowane 1998.
Warunki badania:
Uczestnicy 128 policjantów, szkolenie podstawowe, miejsce sala treningowa, kwadratowe pole treningowe. Uczestnicy atakowani przez jednego lub dwóch
napastników z przodu i pod kątem do 45 stopni, z odległości 91 cm, 1,5 m, 3 m, 4,5 m i
6,5 m.
Wyposażenie standardowy pas służbowy z kaburą i bronią treningową. Rozpczęcie w
postawie rozmowy z podejrzanym osobnikiem, a w momencie ataku wydobycie broni,
oddanie dwóch strzałów w środek masy napastnika i zejście z jego drogi (eliminacja siły pędu).
Zapis wyniku:
Jeśli uczestnik zszedł z linii ruchu napastnika odnotowywano, że przeżył atak. Jeśli
strzelił, ale nie zdołał uchylić się z drogi napastnika odnotowano, że nie przeżył ataku.
Wyniki:
do 3 m żaden z policjantów nie przeżył ataku.
do 4,5 m tylko jeden ze 128 uczestników przeżył atak, współczynnik przeżycia 0,8 %.
na 6,5 m (standard policji i służb porządkowych USA) liczba policjantów, którzy przeżyli
- 8 uczestników, współczynnik przeżycia 6,3 %

Porucznik ze scenariusza nie przeżyje założonego ataku. Nie ma szans na jakąkolwiek
obronę.


Uwarunkowania fizjologiczne braku realności scenariusza Żertwa

1. Atak na cel pierwszoplanowy - nerka (śmiertelny bez udzielenia szybkiej pomocy
medycznej), przewidywany przez konsultanta chwyt noża - szermierczy, minimalna
skuteczność klingi od 6 cm, wyprowadzenie pchnięcia z biodra w kierunku osi
kręgosłupa.
Układ żeber odwrócone V wzdłuż osi kręgosłupa nie spowoduje zsunięcia klingi lecz
zadziała jak prowadnica ułatwiajaca ostrzu penetrację. Oprócz uszkodzenia nerki inne
możliwe obrażenie to uszkodzenie szczytu płuc (dla płuca klinga min 10 cm).

2. Rana cięta czoła zadana nożem (długość klingi bez wpływu) wywołuje obfity upływ krwotoczny. Zalanie krwią oczu i twarzy - gęstość brwi bez znaczenia. Oślepienie lub znaczne ograniczenie pola widzenia zranionego obniza efektywność walki obrona/atak. Wymaga uciśnięcia tętnicy skroniowej z przodu ucha. Realne dalsze rany powodujące śmierć.

To tyle moi panowie. Wnioski ze swojego scenariusz wyciągnijcie sami.

NURS - 16 Marca 2006, 15:30

Emilio, na litości, jesli panowie autorzy pozwilą, to obale pare z tych twierdzeń, poczuwam sie, jako osoba, ktora ten tekst redaktorowała.
Po pierwsze primo, w żadnym filmie ani książce nie ma opisów realnej walki, przyznasz. Chyba, że jest to jakis podręcznik. Tak też nie ma wiekszego sensu analizowanie niektórych punktów, ale niech będzie.
ad 1.
Chrupniecie mogło pochodzic od wybitych zębów.
ad 2
boom na karate wybuchnął w Polsce w roku 1979, kiedy na ekrany wszedł film Wejście smoka, jestem zywym reliktem tej mody, sekcja Kyokushin, AZS wrocław. kopniecie z półobrotu nie musi być okrężne :-) Opis tego kopa wyraźnie wskazuje na ulubiony cios Chucka norrisa. Nie powiem jak to sie nazywa, ale jak wygląda wszyscy widzieli na filmach. uderzenie po obrocie ciała jest wyprowadzane prosto. trafienie w nos, absolutnie mozliwe. kopanie w klejnoty jest wbrew pozorom trudnym sportem. O czym niżej podpisany przekonywal się na własnej skórze i na innych przypadkach podczas ćwiczeń. Teorie teoriami, a życie życiem, wystarczy niedokladnie trafic, a wywołuje sie tylko cholerny ból, a nie zapaść. Jak pamiętam, wiekszośc kopnietych schyla sie i usiłuje złapac za interes.
ad 3
uwagi o walce z nozownikiem ciekawe, acz do dyskusji. Jest to cholernie trudne, jak sam Benny Jet Urqedes (mam nadzieję, że to sie tak pisze) mawial, jesli ktoś wyjmie nóż a jest o metr od niego, to odda portfel, ale jesli jest o 3 metry, to powinien sie żegnać z życiem. Na każdym kursie samoobrony ucza dziesiatek sposobów na odebranie/wytrącenie noża. Po za tym zanegowałaś własnie zachowania wszystkich bohaterów książek i filmow sensacyjnych :-)
Susan sonntag napisała kiedyś takie piekne zdanie, nie zacytuje go dokladnie, ale jego sens był mniej więcej taki: dlaczego mistrzowie kung-fu w filmach fruwają. dlatego, że te filmy robi sie dla ludzi, ktorzy potrafia zrobic 100 pompek, rozbic blok betonu, złamać deskę, oni muszą zobaczyć kogos lepszego od siebie. Cała literatura nawet ta nierozrywkowa w zalozeniu opiera się na przerysowywaniu sytuacji akcyjnych. gdyby opisywac prawdziwie walki, to by nie było co opisywac, bo to młocka jest i nic wiecej. Turnieje karate wygrywa sie najprostszymi akcjami, judo to ciąganie sie po macie, zapasy także, zwłaszcza kiedy naprzeciw staje dwóch równych sobie zawodników.
Jakkolwiek potrafisz wytknąc naprawdę rzeczowe błedy autorom, to czasem IMO przesadzasz z ta chęcia udowodnienia, że cos jest niemozliwe.

andre - 16 Marca 2006, 15:44

NURS:

boom na karate wybuchnął w Polsce w roku 1979, kiedy na ekrany wszedł film Wejście smoka

To raczej nie był 1979.Obstawiałbym 1982.

NURS - 16 Marca 2006, 15:47

Chcesz się założyć? :-)

edit: chodziłem na sekcje karate na przełomie 1979/1980, po obejrzeniu Wejścia smoka razem z połową szkoły, a że szkołę definitywnie skończylem w lecie 81 to nie ma takiej siły fizycznej, zeby Bruceloza dopadła nas rok później, kiedy juz pracowałem w stanie wojennym. :-0
http://www.karate.pl/ 1978 maj I Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Karate w Gdańsku.

andre - 16 Marca 2006, 16:03

Łeb położyłbym że 82 lub 83 nawet...ale z NURSem karateką nie będę wojował :D
NURS - 16 Marca 2006, 16:09

Nie mozna nigdzie znaleźć żadnych danych na ten temat, ale 100%, że to był 1979, akurat zaczynalismy szkołę, to byl szok dla wszystkich. Sekcje karate miały wtedy przerób jak Oświęcim. Chodziło o to, żeby jak najwiecej ludzi wyeliminować bo kolejki chetnych stały przy kasie:-)
Na pierwszym treningu dostalismy 160 pompek na kosciach :-) Na drugim z 30 osób 26 było nowych i tak dalej i tak dalej :-) Takiego czegos nie zapomnisz.

Emilia - 16 Marca 2006, 16:12

NURS napisał/a
Emilio, na litości, jesli panowie autorzy pozwilą, to obale pare z tych twierdzeń, poczuwam sie, jako osoba, ktora ten tekst redaktorowała. Jakkolwiek potrafisz wytknąc naprawdę rzeczowe błedy autorom, to czasem IMO przesadzasz z ta chęcia udowodnienia, że cos jest niemozliwe.


NURSie :)

Ja tam się na bójkach nie znam i nic mnie to nie obchodzi. Na szczęście ma mnie kto bronić, a mąż amatorem nie jest. Miało być merytorycznie, to poprosiłam żeby mi napisał. Obiecałam, że zamieszczę to zamieściłam. Niczego nie udowadniam, bo mi się nie chce. Po tym co usłyszałam jak się go pytałam i teraz przeczytałam wklejając ten tekstest, to bijatyka jest jeszcze głupsza, bo wyszło, że zabili go i uciekł. I niech mu ziemia lekką będzie, albo szybkiego powrotu do zdrowia. Autorzy zrobią sobie z tym co zechcą, może na przyszłość nie będą ganiać swoich bohaterów z nożami w nerkach, albo innym nosów urywać. A jak będą, to nie moja sprawa tekst wychodzi pod ich nazwiskiem. Ja go przeczytam bądź nie i ocenię albo machnę ręką i tyle. Ponieważ jestem uczciwa i sumienna to z góry na nikogo się nie obrażam. A jak piszę, że coś czuję to czuję i tak właśnie jest.
Do redaktora NURSa pretensji, żadnych nie mam, bo rozumiem, że o swój interes (pismo) trzeba dbać, autorów bronić i to jest naturalne.

Przy okazji - nie wiem co to są spojlery.

Emilia - 16 Marca 2006, 16:19

Z bumem na karate też, nie wiem oco chodzi bo akcja opowiadanie dzieje się w 1987 roku a nie w 1978. Sprawdziłam


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group