Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje
baranek - 29 Czerwca 2010, 15:28
dalambert, cóż począć, każda rewolucja wymaga ofiar.
dalambert - 29 Czerwca 2010, 15:31
No może Pan mecenas Kalisz też dla Pań może być ciężkim doświadczeniem.
Ellaine - 29 Czerwca 2010, 15:44
| baranek napisał/a | | choć tak nie do końca o to mi chodziło. |
Wiem. Ale nadal jestem zdania, że mężczyźni nie powinni chodzić z gołymi klatami. Chyba, że tam gdzie chodzą to akurat jest plaża.
Tak samo jak irytują mnie ludzie pomykający po mieście w klapkach. Jeszcze zrozumiałaby, gdyby Katowice leżały nad morzem, ale nie-eee... Dzisiaj prawie rozwaliłam pewnej pannie takiego właśnie klapka (autobus się zatrzymał dość raptownie, mną nieco rzuciło i żeby się nie przewrócić musiałam zmienić położenie stopy;niechcący stanęłam na końcówce klapka - a dziewczę już wyrwało do przodu by wysiąść), i jeśli owa miała japonki to nie tylko but na tym mógł ucierpieć. :]
Kai - 29 Czerwca 2010, 15:48
| Ellaine napisał/a | | Tak samo jak irytują mnie ludzie pomykający po mieście w klapkach. | Już pomijając, jak nieraz te klapki czy japonki pasują do reszty stroju, jakby w "laciach" po gazetę wyszła.
Z drugiej strony równie bardzo irytują mnie "damy" w długich spódnicach, które wloką za sobą tren po stopniach autobusu. Z tyłu człowieka pchają, a ty czekaj, aż damy spódnica spłynie ze stopnia.
Ellaine - 29 Czerwca 2010, 15:54
| Kai napisał/a | | Już pomijając, jak nieraz te klapki czy japonki pasują do reszty stroju, jakby w laciach po gazetę wyszła. |
O! to fakt. Raz widziałam dziewczę w długich spodniach i klapkach, oczywiście. Metaforycznie padłam ze śmiechu.
No, ja tam czasem chodzę w długich spódnicach... Ale raczej zbieram ją "zusammen do kupy", żeby mi jej nikt nie przydepnął właśnie przy schodzeniu/wchodzeniu po schodach. (Albo jak mam płaszcz, całą zimę przechodziłam w płaszczu, który jest prawie, że do kostek)
Ale w ogóle ludzie w autobusach bywają dziwni. Chyba taka przypadłość tego środka komunikacji, jakoś w pociągach jest spokojniej i ludzie zwykle milsi.
Kai - 29 Czerwca 2010, 15:59
Taa, chociażby wczoraj ta starsza pani wydzierająca się na cały autobus z repertuarem harcersko-patriotycznym. Ale Iron Maiden w dousznych dał radę i jej
Czy w pociągach lepiej? Sama nie wiem, kiedyś kolega był świadkiem wyniesienia przez trójkę żuli nigeryjskiego studenta, który jechał bodaj do Częstochowy. Wyrzucili biedaka na peron. Szczegółów już nie pamiętam.
Też czasem noszę długie spódnice i baaaaardzo pilnuję, żeby ich za sobą nie wlec.
Ellaine - 29 Czerwca 2010, 16:04
No, cóż... na szczęście nie jestem nigeryjskim studentem i nie miałam przyjemności z żulanerią pociągową. Jak te cztery lata samotnie podróżuję regularnie na długich trasach tak jeszcze nie spotkałam się z chamstwem w pociągu. Owszem, nie wszyscy są przesadnie wylewni, ale niektórzy nawet SFFiH w pociągu czytali. Cóż, albo ja po prostu mam umiejętność znajdywania odpowiednich przedziałów ;)
Zgaga - 29 Czerwca 2010, 16:07
Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie.
Kai - 29 Czerwca 2010, 16:43
| Ellaine napisał/a | Cóż, albo ja po prostu mam umiejętność znajdywania odpowiednich przedziałów | Już niedługo bo kolejną irytującą sprawą jest FLIRT. Jakoś nie lubię jeździć tak... jak w tramwaju, choć muszę przyznać, że informację mają niezłą.
Ellaine - 29 Czerwca 2010, 18:02
Ale ja mówię o długodystansowcach, jakoś nie wierzę, żeby zlikwidowano przedziały absolutnie we wszystkich pociągach, na przykład do Kołobrzegu, czy Gdyni (którymi jeżdżę często, gęsto, raz na miesiąc w tę i nazad :) )
Kai - 29 Czerwca 2010, 20:09
Aaa to nie, prędzej pociągi zlikwidują Denne to.
nureczka - 30 Czerwca 2010, 08:43
Teoretycznie, mam dziś o 17:10 lecieć do Madrytu, a do tej pory sekretarka nie potwierdziła, czy mam bilet i miejsce w hotelu.
dalambert - 30 Czerwca 2010, 08:47
nureczka, znaczy na lotnisku być wypada koło 15. Mam nadzieję, że z Okęcia lecisz, a nie np. z Krakowa, czy Katowic!
czamataja - 30 Czerwca 2010, 09:00
Katowice takie złe?
nureczka - 30 Czerwca 2010, 09:01
| czamataja napisał/a | | Katowice takie złe? |
Złe nie są. Ale szanse dotarcia na czas jakby nieco nikłe
Kai - 30 Czerwca 2010, 09:19
Wkurza mnie koleś z drugiego biurka. Myślałam, że kobiety są gadatliwe. A on gada przez telefon z kolega już z 15 minut. I to na głos.
feralny por. - 30 Czerwca 2010, 09:27
Kai, a jak ma gadać prze komórkę? Migowym?
czamataja - 30 Czerwca 2010, 09:31
może też wyjść, by nie przeszkadzać innym
Kai - 30 Czerwca 2010, 09:35
| feralny por. napisał/a | Kai, a jak ma gadać prze komórkę? Migowym? |
Nie, ale widocznie zapomniał, że rozmawia przez telefon i wydaje mu się, że co najmniej przez dwie ulice
Już pomijam, że nie przez komórkę, tylko przez służbowy telefon, a przez ten czas wszyscy, którzy mają coś do niego, dzwonią do mnie albo do koleżanki.
Kolega ogólnie ma bardzo donośny głos, wszelkie próby skłonienia go do mówienia na poziomie akceptowalnym dla innych nie skutkują.
Kruk Siwy - 30 Czerwca 2010, 09:42
Widać przygłuchy, albo w domu ma głuchego.
terebka - 30 Czerwca 2010, 09:45
| Zgaga napisał/a | | Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie. |
O właśnie! I w związku z tym pomór na firmowych decydentów, którzy ludzi widzą dopiero wtedy, kiedy, jak to powiedział pewien szeryf, po nich depczą.
To ich decyzje doprowadziły do sytuacji, w której część załogi pożegnała się z pracą w ciągu kilku-kilkunastu godzin, a druga część musi zapieprzać na podwójnych obrotach by zdążyć zrobić swoje i tych już nieobecnych. Jestem zmęczony. I zły. Zły, bo wśród załogi wyłaniają się w takich okazjach elementy bez wyobraźni, wszelkimi niedoróbkami wynikłymi z podwójnej pracy obciążające współpracownika. Zbyt głupie, by zrozumieć, że to właśnie przez cięcia. I jeżeli ktoś jest temu winny, to właśnie oni, decydenci.
baranek - 30 Czerwca 2010, 09:50
Kai, mój Tata jak rozmawia przez telefon, to wszyscy w domu od razu wiedzą, z jak daleka do niego dzwonią. im dalej jest rozmówca, tym głośniej Tata mówi.
Ozzborn - 30 Czerwca 2010, 10:05
baranek, to chyba ogólna przypadłość tatusiów
dalambert - 30 Czerwca 2010, 10:17
| terebka napisał/a | | To ich decyzje doprowadziły do sytuacji, w której część załogi pożegnała się z pracą w ciągu kilku-kilkunastu godzin, a druga część musi zapieprzać na podwójnych obrotach by zdążyć zrobić swoje i tych już nieobecnych |
To sie nazywa optymalizacja ztrudnienia i zysków.
Niech żyje wolny rynek i pensja Prezesa
nureczka - 30 Czerwca 2010, 10:23
Tiaaa... Bilet mam, tylko cały czas nie mogą mi znaleźć miejsca w hotelu. Jaki most w Madrycie polecacie
dalambert - 30 Czerwca 2010, 10:32
nureczka, po co most - idziesz na Fandango, balujesz całą noc, a odsypiasz w pracy. Argument jest " nie było hotelu- musiałam sobie jakoś radzić"
Ozzborn - 30 Czerwca 2010, 10:33
Most po co? Siedź w jakiejś przyjemnej knajpce a rachunki przedstaw pracodawcy
edit: o widzę, że genialne umysły myślą podobnie
Kai - 30 Czerwca 2010, 10:53
| Kruk Siwy napisał/a | | Widać przygłuchy, albo w domu ma głuchego. |
Może i przygłuchy, zwłaszcza jak robotą dzielą
dalambert - 30 Czerwca 2010, 11:05
Ozzborn, WLAŚNIE
hrabek - 30 Czerwca 2010, 11:13
Może jak napiszę to wreszcie zapamiętam - imidżować komputery WYŁĄCZNIE po uprzednim zrzuceniu danych usera! Już drugi raz w krótkim odstępie czasu przeinstalowałem w robocie kompa bez zgrania danych. A w międzyczasie instalowałem kompa i w ostatniej chwili zorientowałem się, że też nie zgrałem danych i ratowałem się wyjęciem wtyczki zasilania. Wtedy się udało, a dzisiaj znowu amnezja. Masakra jakaś. Idę się tłumaczyć userowi...
|
|
|