To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Blogowanie na ekranie - Rooshoffy blogasek Martvuni

Kai - 26 Kwietnia 2010, 14:00

ilcattivo13, mój, najzwyczajniejszy, marki jeszcze bodajże ROMET nie chce się zepsuć, zajmuje miejsce i czas, bo na nim nie wiedzieć po co ćwiczę, choć miałabym ochotę na orbitreka... :(
Lynx - 26 Kwietnia 2010, 14:48

U mojej mamy stoi taki rower. Nawet ma licznik straconych kalorii. Świetna zabawka dla Juniora. Mojej rodzicielki na nim w życiu nie widziałam, ale kto wie... A Junior uczy się rozkręcać śrubki. ;P:
ihan - 26 Kwietnia 2010, 15:00

Lynx napisał/a
A co sądzisz o wibro czymś tam? Podobno 10 minut zastępuje 4 h w siłowni.

Jeśli myślimy o tym samym wibro, to niekoniecznie wypracowuje te mięśnie o które nam chodzi :mrgreen:

Lynx - 26 Kwietnia 2010, 15:26

A ja bym chciała tylko schudną trochę, a nie mam czasu na siłownię i długie ćwiczenia. A przy młodym szans na cokolwiek w domu- bardzo mi "pomaga". ;)
ketyow - 26 Kwietnia 2010, 17:07

ihan, zboczeńcu :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Virgo C. - 26 Kwietnia 2010, 17:11

ilcattivo13 napisał/a
Moja mama po roku ćwiczeń na rowerku stacjonarnym przesiadła się na zwykły rower. Z Tobą będzie to samo

Na ile znam Martvą to raczej jak moja matka - od lat ćwiczy na stacjonarnym, a jej normalny rower już chyba rdza zjadła ;P:

Agi - 26 Kwietnia 2010, 17:11

ketyow, nie przezywaj ihan.
merula - 26 Kwietnia 2010, 17:45

ja mam taki w domu i jest to niezłe rozwiązanie. w wyjściu na zwykły rower przeszkadza pogoda ( nie każdy jest twardzielem na miarę ilcattivo ;P: ), pora ( nie zawsze chce sie po ciemku, czy późniejszym wieczorem), zimą jest zasadniczo nieczynna, a na takim domowym można pedałować z książką w garści i niezależnie od warunków za oknem i nie przeciążając stawów (regulacja obciążenia). więc zwłaszcza jak chcesz namówić rodziców, nie jest to głupi pomysł.
ilcattivo13 - 26 Kwietnia 2010, 18:01

Kai - a wiesz ile teraz kosztuje oryginalny rower rehabilitacyjny Rometa, nawet dwudziestoletni? To maszyny nie do zjeżdżenia, wystarczyło raz na kilka(naście) lat wymienić gumę w docisku.

Virgo - może tu chodzi o strach przed wywróceniem się? Ale na to jest naukowa metoda - im szybciej się jedzie, tym trudniej jest się wywalić ;P:

merula - czytanie, kiedy się człowiek trzęsie na rowerze treningowym bardzo rozwala wzrok. A poza tym, jazda na zwykłym rowerze nie jest tak "hemoridotwórcza", jak pedałowanie na trenażerze - na zwykłym rowerze co i raz musisz podnieść pupę z siodełka, co raz, że pozwala odpocząć "siedzeniu", a dwa, że ładnie kształtuje nogi.

Martva - 26 Kwietnia 2010, 18:01

Virgo C. napisał/a
od lat ćwiczy na stacjonarnym,


A są efekty?

merula, no właśnie o to mi chodzi, ja jestem stworzenie domowe, jak już wyłażę to wolę zrobić dwa w jednym i wyjść z łaciatym (antyrowerowy jest, psacery na dwóch kółkach i czterech łapach nie przejdą). I właśnie o książkach bądź filmach w trakcie myślałam. Tylko nie może byc za drogi żeby nie było kwękania ;) i żeby potem nie było szkoda sprzętu gdyby się okazało że to jednak nie to.

EDIT: siedzenie po 12 godzin dziennie na krześle przy kompie jest hemoroidotwórcze jak szlag, a nie ma się od tego ładnych nóg :roll:

merula - 26 Kwietnia 2010, 18:08

ilcattivo13, ja jeżdząc na swoim czytam ( nie trzęsie), oglądam telewizję, siedzę w necie, czasem coś piszę (troche jednak to niewygodne), popijam herbatę, słucham muzyki i nie dorabiam sie hemoroidów, bo zmieniam pozycje.
a nie pada mi przy tym na głowę i nie przewiewa. ;P:

ilcattivo13 - 26 Kwietnia 2010, 18:10

merula napisał/a
...a nie pada mi przy tym na głowę i nie przewiewa. ;P:


i to jest koronny argument przeciwko rowerkom stacjonarnym ;P:

merula - 26 Kwietnia 2010, 18:18

zboczeniec ;P: :wink:
ilcattivo13 - 26 Kwietnia 2010, 18:21

zboczeniec?! a niech Ci będzie... Ale jak już, to proszę "zboczeniec-ekstremista" :mrgreen:
Martva - 26 Kwietnia 2010, 18:23

http://allegro.pl/item101...a_5_lat_ox.html
http://allegro.pl/item100...a_5_lat_oq.html
http://allegro.pl/item100...powystawow.html
A któryś z tych?

merula - 26 Kwietnia 2010, 18:26

chyba poprzednik obecnego był podobny. kilka lat obijania się po kątach i nieintensywnego jeżdżenia oraz zabaw dzieci wytrzymał.
ilcattivo13 - 26 Kwietnia 2010, 19:01

Martva - pierwsze dwa mają na pewno pokrywę z tworzywa (zgodnie z opisem) - ktoś stanie (nawet dziecko) i po pokrywie. Może taki rower jest lżejszy, ale ja bym się bał na nim jeździć.
Najlepiej wybierz się z jakimś chłopem (tylu ich tam masz w Krakowie, że na pewno ktoś znajdzie chwilkę czasu, żeby pomóc, polecam Lucka - chłop ma krzepę w łapach :wink: ) do sklepu sportowego (Decathlon, czy coś podobnego) i tam pooglądaj sprzęt. Zwracaj uwagę na:
- łatwość regulacji wysokości siodełka i "kierownicy", oraz ich stabilność (żeby się nie kiwały w czasie pedałowania),
- czy pedały i korby nie mają tendencji do "bujania się" - jakby to śmiesznie nie brzmiało - złap takiego i potrzęś. Jak będzie miał zauważalne luzy - nie kupuj sprzętu. Ew. dobrze by było, gdyby można było korby dokręcać bez zdejmowania pokrywy koła zamachowego (i zrywania nalepki gwarancyjnej)
- czy rower na równej powierzchni stoi stabilnie - zwłaszcza w czasie pedałowania. Bo jak się będzie kołysał - to sobie nie poczytasz :wink: . No, a jeśli masz problemy z błędnikiem, to pewnie raczej pohaftujesz :mrgreen:
- regulacja obciążenia musi być łatwo dostępna,
- podobnie jak kalkulator - zwróć też uwagę, czy przycisk/przyciski od sterowania nie są jakieś mocno tandetne - w rowerze mojej mamy to akurat jest i jak dzieci jeżdżą, to zawsze "komputer" się rozpada (ale dalej działa).
- czujnik pulsu musi być w kierownicy - ale musi też być wygodny w trzymaniu (żeby dłonie były w naturalnej pozycji, a nie powykręcane jak hakenkrojc). I żadnych krokodylków zapinanych na ucho, nos czy innego członka.
- siodełko - koniecznie szerokie i "mientkie" jak kaczuszka - inaczej długo sobie nie popedałujesz. Żadnych kolarskich żyletek czy plastykowych łopat obciągniętych 2-milimetrową gąbką i skajem.
Jak jeszcze coś sobie przypomnę, to dam znać.


A tak w ogóle, to kiedyś w liceum, nasz nauczyciel od wu-efu, zwany potocznie "Krzeczastym" (taaaaakie miał brwi), wezwał mnie (znałem angielski) i dwóch moich kumpli (obstawa), do przetłumaczenia angielskiej instrukcji od świeżo kupionego rowerka (z okazji Dnia Sportu). Ja czytam i objaśniam co trzeba zrobić, kumple robią, a "Krzaczasty" robi mądre miny i udaje że rozumie. W pewnym momencie doszliśmy do mierzenia pulsu. A właśnie tamten model rowerka miał czujnik w postaci krokodylka na długim kabelku. Podłączyliśmy krokodylka do ucha "Krzaczastego", nastąpiła chwila ciszy, potem pierwszy kumpel mówi zszokowany - "Panie profesorze, pan nie ma pulsu". Drugi - "Panie profesorze, pan chyba nie żyje!". I wszyscy trzej w śmiech. Mało się w gacie nie zlałem z tego śmiechu, bo facet miał minę, jakiej już nigdy w życiu u nikogo nie widziałem :D
Ale gość się na nas zemścił za te "brechtanie się" - w "kosza", to już sobie w tamtym roku szkolnym nie pograliśmy...

Martva - 26 Kwietnia 2010, 19:31

Łażenie po sklepach i oglądanie? Łeee, to psuje całą przyjemność z zakupów :( Wybrać, kliknąć dwa razy i czekać na dostawę, to rozumiem ;P:
Właśnie pogrzebałam jeszcze trochę po sieci i odkryłam istnienie stepperów (z tego sie nie spada?) i twisterów (z tego się nie spada? ;P: ) Twister bym sobie zanabyła, bo to tanie jest i robi dobrze w newralgiczne miejsca (znaczy się talię). A na nogi i pośladki to ja już sama nie wiem co dobre :(

ilcattivo13 napisał/a
ktoś stanie (nawet dziecko)

Nie no, nikt go nie będzie deptał, dzieci zwłaszcza.

May - 26 Kwietnia 2010, 20:04

Martva, Kat przyjezdza na wakcje ;P:
SithLady - 26 Kwietnia 2010, 20:36

A moze zamiast wielkiego roweru dałoby się znaleźć coś z samymi pedałami (siedzi się na własnym krześle czy fotelu). Widziałam takie coś u wujka. Miałam nawet czegoś podobneo poszukać ale jakoś 2 lata minęły i jeszcze nie zdobyłam
joe_cool - 26 Kwietnia 2010, 21:28

Martva napisał/a
Właśnie pogrzebałam jeszcze trochę po sieci i odkryłam istnienie stepperów (z tego się nie spada?) i twisterów (z tego się nie spada? ;P: )

Nie spada się, jak się można czegoś przytrzymać - drabinki przy ścianie, ściany, krzesła czy czegoś w tym stylu. Ale są też steppery z taką kierownicą jak przy rowerkach stacjonarnych, wtedy można się przytrzymać. A twister dobrze robi nie tylko na talię, ale i na mięśnie w dolnej części pleców, a jak się stoi na nim (przytrzymując się czegoś, żeby nie glebnąć) i macha nogami w bok lub przód, to jeszcze na bioderka daje radę :)

ilcattivo13 - 26 Kwietnia 2010, 21:58

Martva napisał/a
Łeee, to psuje całą przyjemność z zakupów :(


bardziej niż kupienie jakiegoś chłamu, który potem nie nadaje się do używania i tylko wala się po strychu lub robi za wieszak na koszule (jak to jest teraz u mojej mamy)?

Martva napisał/a
Twister bym sobie zanabyła, bo to tanie jest i robi dobrze w newralgiczne miejsca (znaczy się talię). A na nogi i pośladki to ja już sama nie wiem co dobre :(


twister jest świetna rzecz, ale to służy do rozluźnienia mięśni przed i po ćwiczeniach brzucha i grzbietu, a nie zamiast tychże ćwiczeń...

Kai - 27 Kwietnia 2010, 08:11

Ze steppera się nie spada, ale sąsiedzi z dołu mogą się skarżyć na stukanie, bo "dobija" dość mocno. Przynajmniej u mnie tak jest, ale ja mam up... sąsiadkę.

Dobrze robi takie kółko do turlania, ale nie tyle na talię, co na brzuch, grzbiet i uda.

Martva - 27 Kwietnia 2010, 10:20

Nie mam sąsiadów z dołu. Ale idea twistera mi się podoba :D

Wczoraj poszłam na wieczorno-nocny spacer i złapałam schiza. Za drzwiami pokropił mnie deszcz, ale jak doszłam do furtki, to minął. Powietrze było ciepłe i zastane, ale wiał zimny wiatr, cisza jakaś nienaturalna, ale tak w tle, bo coś trzeszczało, szeleściło, kapało, od strony lasu skowyczał jakis ptak (nie wiem czy to jest jakaś sowa czy co, ale odgłos między kwileniem dziecka a miauczeniem kota). Doszłam do końca ulicy i stwierdziłam że mam dość. Wróciłam, zeżarłam persen z okazji kuli w gardle i poszłam spać, pierwszy raz od bardzo dawna przed północą.

Skończę kolczyk i ruszę w miasto załatwić rzeczy których nie załatwiłam wczoraj. Zapomniałam na śmierć o bilecie miesięcznym i recepcie ojca którą miałam zostawić w znajomej aptece, i o mocniejszym ketonalu dla siebie na wszelki wypadek.

Martva - 28 Kwietnia 2010, 10:43

Szlag, miałam ambitny plan żeby spisywać przeczytane książki żeby sprawdzić jak wyglądam na tle społeczeństwa i zdążyłam zapomnieć przynajmniej kilka tytułów :(
Agi - 28 Kwietnia 2010, 10:49

A w "Ostatnio czytane" nie chwaliłaś się na bieżąco?
E. Skoro zapomniałaś, widocznie nie były warte zapamiętania i odnotowania. :wink:

Martva - 28 Kwietnia 2010, 10:56

No właśnie sie nie chwaliłam :( Warte były w większości, tylko ja mam sklerozę galopującą.
1-3: 3 tomy Millenium
4-5: 2 tomy Zadry
3.Chaga
4.Akwaforta
5Przynieście mi głowę wiedźmy
6Wojna o dąb
7Moja Wenecja (czy coś takiego)
8antologia sf
9Głową w mur
10Dziki Mesjasz

jestem pewna że coś przeoczyłam.

ED.
11Ogród nieziemskich rozkoszy
12Rzeka bogów
13Archipelag Khuruna
14Przedświt

ED 2
15Światło
16Miasto szaleńców i świętych
17Niewidoczni akademicy
18Królowa zimy

ED3
19Obcy brzeg
20Zaginiony symbol
21Królowa pajęczych otchłani
22Droga

ED3
23Siostrzyczka
24Długie pożegnanie
25Gromowładny
26TME: Ojczyzna
27TME Wygnanie
28TME Nowy dom
29Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza
30Noc blizn
31Lot nad kukułczym gniazdem
ed4
32Gdzie dawniej śpiewał ptak
33.Zoroaster
34.Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
35. Pandora w Kongu
36.Oberki
ed.
37.lata ryżu i soli
38. Imperium czerni i złota
39. Serca, dłonie, głosy
40. Płomień i krzyż
41.Wicked
42.Przygoda fryzjera damskiego
43.Taniec nad przepaścią

ilcattivo13 - 28 Kwietnia 2010, 10:59

Martva napisał/a
... tylko ja mam sklerozę galopującą.


a chociaż smaczne było to masełko, że go tyle zjadłaś? :wink:

Martva - 28 Kwietnia 2010, 11:01

To nie od masełka, to geny, tylko od obojga rodziców więc szybciej zadziałały. I jeszcze jestem późnym dzieckiem palącej matki, a jak byłam mała to spadłam z biblioteczki/piętrowego łóżka, więc czuję się usprawiedliwiona. A małe żółte karteczki sie strasznie gubią :(
ilcattivo13 - 28 Kwietnia 2010, 11:14

a ja jak miałem siedem lat, to właziłem na regał i z samej góry na czoło spadł mi ogromny wazon z grubej palonej gliny i nic <krrrryt> mi się nie stało i do dziś się <krrrryt> dobrze czuję :wink:

a małe żółte karteczki trzeba przybijać do ścian i mebli dużymi żelaznymi bretnalkami :mrgreen: wtedy się nie zgubią :wink: Albo kleić na klej epoksydowy :wink:



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group