To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

Ziuta - 5 Marca 2010, 12:00

Też mamy Białorusinkę. Na trzecim roku.
rybieudka - 5 Marca 2010, 12:08

W poprzednim semestrze miałem w jednaj z grup studentkę-Ukrainkę. Cały semestr siedziała cichutko, nie odzywała się, mimo, iż wyraźnie mówiłem, że dla mnie podstawą do oceny będzie aktywność na zajęciach. na przedostatnich przyszła i spytała co może zrobić, żeby dostać więcej niż 3... bo ona się nie odzywa z powodu barier komunikacyjnych, nie zawsze rozumie itp. No wiec ja z sercem na dłoni, że ok, że rozumiem, nich przygotuje prezentacje nt. tego czym jest naród w ujęciu socjologicznym (bo to zajęcia z socjologii były, na 1r pedagogiki dziennej), dałem źródła, zachęciłem do pracy itp. No i skończyło się na tym, że jak już zrobiła tą prezentację to taką na 10 minut... i i tak nikt nie rozumiał co ona mówi (a w zasadzie czyta). stąd mam spore uprzedzenie do obcojęzycznych studentów. Tzn. ok, jeśli posiadają dostateczne kompetencje językowe, bardzo proszę, niech biorą udział w zajęciach na takiej samej zasadzie co reszta studentów; jeśli nie, to należało by zrobić odrębne zajęcia dla takich osób, np. w języku angielskim. W przeciwnym razie takie osoby będą, chyba nie do końca ze swojej winy, poszkodowane.
Ziuta - 5 Marca 2010, 12:16

U nas właściwie wszystko jest po angielsku. Profesor od sieci szerokopasmowych nawet chwalił studenta, który napisał egzamin w trzech językach i w każdym poprawnie.
aniol - 5 Marca 2010, 12:34

dalambert napisał/a
aniol, dziś Dzień Teściowej - Ucałuj Mamuśkę :D


Agi i Dalambert dodatkowo popsuli mi humor... :wink:

aczkolwiek podobno dzis jest tez Swiatowy Dzien Moczarow i Bagien - o to jest niezla okazja zeby mamuske obsciskac... :D

Agi - 5 Marca 2010, 12:39

aniol napisał/a
Agi i Dalambert dodatkowo popsuli mi humor...

aniol, ale dlaczego? :shock:
Ja tam bardzo lubię swojego zięcia :D
A, to nie ten wątek. :oops:

Witchma - 5 Marca 2010, 12:41

Cytat
Ja tam bardzo lubię swojego zięcia :D


Szczególnie, że daleko mieszka :mrgreen:

shenra - 5 Marca 2010, 12:43

Witchma napisał/a
Szczególnie, że daleko mieszka
Prawdziwe uczucie nie zna granic, ani odległości.
Agi - 5 Marca 2010, 12:44

Witchma, to nie jest istotne w kwestii lubienia.
Ale dość już o moich rodzinnych sprawach.

Duke - 5 Marca 2010, 13:38

Agi napisał/a
aniol napisał/a
Agi i Dalambert dodatkowo popsuli mi humor...

aniol, ale dlaczego? :shock:
Ja tam bardzo lubię swojego zięcia :D
A, to nie ten wątek. :oops:


Do momentu jak nie miałem dzieci też baardzo lubiłem swoją tesciową :evil:
Irytuje mnie mocno pogoda. Dodatkowo irytuje mnie jeszcze parę innych spraw związanych generalnie z robotą.

Martva - 5 Marca 2010, 14:03

Mój bank trzy razy wywalił mnie ze strony jak usiłowałam puścić przelew, musiałam to zrobic przez starą wersję strony, poszło szybko i bez problemów, po cholerę zmieniali?
Rafał - 5 Marca 2010, 14:13

Ziuta napisał/a
Też mamy Białorusinkę. Na trzecim roku.
Też kiedyś miałem Białorusinkę, ale chyba na drugim roku to było. Ale ja szuja byłem, nie dzieliłem się z kolegami :wink:
nureczka - 5 Marca 2010, 14:14

Martva napisał/a
po cholerę zmieniali?

Bo dział IT (bądź firma konsultingowa - nie wiem, o który bank chodzi) musiał udowodnić potrzebę swojego istnienia.

dalambert - 5 Marca 2010, 14:16

nureczka, i to się nazywa "nowy produkt bankowy" :mrgreen:
Chal-Chenet - 5 Marca 2010, 14:16

Martva napisał/a
Mój bank trzy razy wywalił mnie ze strony jak usiłowałam puścić przelew, musiałam to zrobic przez starą wersję strony, poszło szybko i bez problemów, po cholerę zmieniali?

Czy to WBK?

rybieudka - 5 Marca 2010, 14:24

Snieżyca za oknem :evil: Mam kategorycznie DOŚĆ śniegu. Dooooość!
Martva - 5 Marca 2010, 14:25

Chal-Chenet, tak. Tobie też to robi?
Chal-Chenet - 5 Marca 2010, 14:40

Tak, w nowej wersji strony też miałem problemy z przelewami, które znikały gdy przelewałem z pracy, gdzie jest stara wersja.
Btw, ten wygląd można sobie ręcznie zmienić?

ihan - 5 Marca 2010, 14:44

Akurat narzekałam na gościa i to Zakładu obok, a nie studentkę, bo studentke bym uświadomiła, że łażenie w szpilkach po laboratorium gdzie są odczynniki chemiczne jest niebezpieczne, a stukanie po korytarzach zwyczajnie przeszkadza ludziom, którzy pracują.

rybieudka napisał/a
stąd mam spore uprzedzenie do obcojęzycznych studentów. Tzn. ok, jeśli posiadają dostateczne kompetencje językowe, bardzo proszę, niech biorą udział w zajęciach na takiej samej zasadzie co reszta studentów; jeśli nie, to należało by zrobić odrębne zajęcia dla takich osób, np. w języku angielskim. W przeciwnym razie takie osoby będą, chyba nie do końca ze swojej winy, poszkodowane.


U nas ci, co przyjeżdzają na wymianę mają do wyboru kursy prowadzone po angielsku. I bywa, nasi studenci są poszkodowani, po muszą wysłuchać po angielsku zwykle dość specjalistycznych kursów, gdzie specjalistyczne słownictwo zaczyna być problemem, a zagraniczni sobie rezygnują na przykład po 2 zajęciach. I tu jest różnie. Kilka Niemek, ktore miałam na zajęciach były super. Przygotowane, oczytane, inteligentne, chcące sie czegoś nauczyć. Amerykanin, kompletnie wyluzowany i zawsze nieprzygotowany. Udało mu się nie zaliczyć kursu. Turczynki, cóż, z jakiejś szkoły dla nauczycieli, podobno najlepsze od siebie z roku. Kompletnie nie ten poziom, zero pojęcia o pracy laboratoryjnej, pipetę automatyczna widziały pierwszy raz w życiu, a chodziły na zajęcia praktyczne. I Dunka, to już była pomyłka. Na jej uczelni pierwsze 3 lata teoria, praktyka na 4 i 5, gdzie jeden opiekun ma kilkoro studentów (i za to mu płacą) i poświeca im cały swój czas ucząc od podstaw. Dziewczyna przyjechała do nas na 1 semestr i wymagała nieustannej opieki. Dostaliśmy za nią 5 godzin pensum (za nadgodziny płacą 27 zł netto dla jasności). Nigdy więcej. Było jeszcze kilku Tajów, śmieszni, ale pracowici. Tylko trzeba było pilnować, żeby studenci ich na imprezy w alkoholem nie brali, bo Tajowie jak Indianie i Chińczycy nie mają dehydrogenazy alkoholowej. Stacjonarnie przewijają się raczej ludzie zza wschodniej granicy i szczerze ich wyniki oscylują raczej w stanach średnich. I wcale to nie język jest problemem.

Martva - 5 Marca 2010, 14:51

Chal-Chenet napisał/a
Btw, ten wygląd można sobie ręcznie zmienić?

Gdzieś tam jest okienko 'przejdź do starej wersji' czy coś takiego.

Gwynhwar - 5 Marca 2010, 14:53

Martva, Chal-Chenet, ja korzystam tylko ze starej wersji. Nowa jest fatalna. I drżę o to, że zlikwidują starą...
nureczka - 5 Marca 2010, 14:55

Znowu dostałam zlecenie na tłumaczenie robótek ręcznych.
Agi - 5 Marca 2010, 14:58

nureczka, podszkolisz się przy okazji
Chal-Chenet - 5 Marca 2010, 15:00

Martva napisał/a
Gdzieś tam jest okienko 'przejdź do starej wersji' czy coś takiego.

Thx.

Gwyn, chyba zrobię to samo.

Duke - 5 Marca 2010, 15:20

ihan napisał/a
Tylko trzeba było pilnować, żeby studenci ich na imprezy w alkoholem nie brali, bo Tajowie jak Indianie i Chińczycy nie mają dehydrogenazy alkoholowej. Stacjonarnie przewijają się raczej ludzie zza wschodniej granicy i szczerze ich wyniki oscylują raczej w stanach średnich. I wcale to nie język jest problemem.


A tu się zdziwiłem, bo znajomy który sam za przysłowiowy kołnierz nie wylewa po powrocie z Chin powtarzał aby nigdy ale przenigdy nie siadać do flaszki z Chińczykami. Ponoć Rosjanie przy nich to abstynenci :wink:

ihan - 5 Marca 2010, 15:31

Był u nas przez kilka miesięcy Chińczyk. Poszedł do Tesco, kupił piwo. Chińskie piwo ma jakieś 0,5 w porywach do 2% (byliśmy w Pekinie, widzieliśmy :) ). On, nieświadomy kupił coś 7-8%. Na drugi dzień umierał. Potem poszedł z Tajami i naszymi studentami na Andrzejki. Oj, umierali potem w trójkę. Może i Chińczycy piją, ale mają dużo mniejsze mozliwości.
feralny por. - 5 Marca 2010, 15:35

Duke, mogli pić jakieś lokalne świństwo, do którego twój znajomny nie był przyzwyczajony, a oni owszem. Mąż mojej siostry straszy wszystkich buteklą chińskiego wina śliwkowego, które przywiózł z wycieczki. Ten specyfik nie jest jakoś szczególnie mocny, a i tak zabija muchy w locie.
Agi - 5 Marca 2010, 15:45

feralny por., piłam kilka razy (co prawda w Polsce) chińskie wino śliwkowe, jest bardzo dobre.
feralny por. - 5 Marca 2010, 15:51

No patrz, może to coś innego było, bo wszyscy uciekali aż się kurzyło. Sam już nie wiem.
dalambert - 5 Marca 2010, 15:53

Agi, feralny por., Chny spory kraj to i śliwek i wina duzo gatunków mają :wink:
Ai ile trzeba namyślać by ze śliwek nie śliwowicę robić jano zacier jako wino serwowac ;P:

feralny por. - 5 Marca 2010, 16:03

Nie da się ukryć, to jest jakaś aberracja.


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group