Powrót z gwiazd - Cisza wyborcza.
Anonymous - 17 Czerwca 2010, 21:13
RD: nie ma problemu, ja nikogo nie zmuszam. Ale nie mogłem sobie odpuścić namawiania do pójścia na wybory:-D
Z innej beczki: tak sobie patrzę na ostatnie sondaże i wygląda na to, że tylko Napieralski miał naprawdę skuteczną kampanię. Bo co Komorowski stracił? W porównaniu z pierwszymi sondażami dającymi mu circa 38 procent (po prawyborach) zyskał punkty w granicach błędu statystycznego. To samo Kaczyński (najnowszy sondaż CBOS) - za nic nie może przebić się powyżej 35% i tego stanu utrzymać. A tylko wtedy byłby w stanie wygrać z Komorowskim. O wynik wyborów jestem więc spokojny (chyba że zdarzy się coś niespodziewanego, np. "dziadek z Wermachtu" bis), niezależnie od tego, co robią młodzieżówki partyjne. O wiele ciekawsze mogą być natomiast wybory parlamentarne. O ile w samorządowych też raczej zwycięży PO, to parlamentarnych - niekoniecznie. Pal licho obawy przed tzw. "monopolem władzy", ale może chodzić o zmęczenie materiału. Tyle że znów: nie założę się, ale nie zdziwię się, jak SLD kosztem PO odbije się od dna (vide ostatni sondaż CBOS, gdzie lwią część rzekomo utraconych głosów pożarł Napieralski). To będzie bardzo ciekawy rok.
ketyow - 17 Czerwca 2010, 21:17
E tam, ciekawy to by był jakby JKM wygrał
NURS - 17 Czerwca 2010, 21:24
Chyba śmiesznie, bo prócz krzyków, i wrzasków, nic by się nie zmieniło.
Anonymous - 17 Czerwca 2010, 21:27
Szczerze? Nie wykluczam pojawienia się na polskiej scenie politycznej popularnego monarchisty "spoza układu". Takiego monarchistycznego Nicka Clegga, że posłużę się przykładem z Wielkiej Brytanii. Wystarczy pojawienie się jeszcze trzech-czterech wielkich afer (niekoniecznie w PO, ale ogólnie już mówię, w Grupie Trzymającej Władze W Danym Momencie), a przyjście kogoś, kto znowu zechce szarpnąć cuglami - jak Rokita kiedyś - otworzy drogę do ekstremizmu politycznego, na którym wypłynęli Kaczyńscy w 2005. I wtedy przestanie być nam do śmiechu.
Dabliu - 17 Czerwca 2010, 21:47
| NURS napisał/a | | Co wam powiem, to wam powiem, a zwłaszcza wam dabliu i wikingu, olewając, negując umacniacie system. |
Ale ja nie olewam. Przecież na wybory idę i zagłosuję, tyle że oddając nieważny głos. To nie jest olewanie ani negowanie, tylko aktywny sprzeciw w ramach systemu.
Mam inny wybór, skoro żaden, absolutnie ŻADEN kandydat nie budzi mojego zaufania? Mam wybrać "mniejsze zło"? A które zło jest w tym wypadku mniejsze? W drugiej turze zapewne spotkają się Bronek z Jarkiem, dla mnie równie źli. Brzydzą mnie brudne kompromisy; nie mógłbym spojrzeć w lustro, gdybym zagłosował z jakichś niejasnych pobudek, wybierając "najmniej złą" opcję.
| Żerań napisał/a | | Dlaczego zawsze dzieli się patriotów na lepszych i gorszych |
A Ty nie dzielisz? Szczerze.
| Żerań napisał/a | | Gdyby w Polsce naprawdę działo się źle (nie zwycięstwo kanapowego męża stanu, który płacze za utraconym premierostwem), ale w przypadku wojny np, też bym uciekał, gdzie pieprz rośnie. Innymi słowy wolałbym założyć za granicą firmę, albo jakąś fabrykę i sprzedawać broń tym, którzy zostali. |
Miałem paru kolegów, którzy uciekali, gdy dochodziło do grubszej wymiany zdań z grupą przypadkowych napotkańców. Tłumaczyli się potem, że chcieli sprowadzić pomoc, że coś tam. Ale ktoś przecież musiał naprawdę pomóc tym, którzy nie zdołali, bądź nie chcieli uciekać, tu i teraz. Nie tamci, którzy uciekli, oczywiście, więc dziś nie mam paru zębów i czasem mnie strzyka tu i ówdzie, ale przynajmniej mogłem później patrzeć ludziom w oczy. Tak tylko abstrahując...
| Żerań napisał/a | | Byłbym gorszym patriotą? Kto jest prawdziwym patriotą? Ten, kto idzie na wybory - nawet jeśli nie głosuje na mojego kandydata (jak ketyow, dajmy na to, czy dalambert), czy osoby, które nawołują do oddania pustych głosów, a same narzekają później, że jest źle, chociaż wybory to de facto okazja, by nie trzeba było potem rzucać cegłówką? Macie okazje pokazać, że jesteście patriotami. Idźcie na wybory. |
Przecież idę, że tak powtórzę. A oddanie pustego głosu, to dla mnie patriotyczny gest w ramach demokracji, z której korzystam. To mój prywatny wybór. Dzięki niemu będę mógł narzekać na każdego kandydata. Bo żaden mi nie pasi.
Powtórzę - nie wybiorę żadnego z nich, bo żaden nie wydaje mi się dość dobry. Oddam pusty głos z patriotycznych pobudek. Dam państwu sygnał, że nie podoba mi się obecny stan rzeczy i nie chcę gnidy na stanowisku prezydenta, ponieważ zależy mi na dobru ojczyzny.
BTW, nie podoba mi się, kiedy ktoś podważa mój patriotyzm, w dodatku kierując się jakimiś wytycznymi, które dla mnie są co najmniej dyskusyjne (w rodzaju - "wybierz mniejsze zło, pójdź na brudny kompromis, a udowodnisz, że jesteś dobrym Polakiem" - fuj!).
Bez urazy.
ketyow - 17 Czerwca 2010, 21:54
| Dabliu napisał/a |
Miałem paru kolegów, którzy uciekali, gdy dochodziło do grubszej wymiany zdań z grupą przypadkowych napotkańców. Tłumaczyli się potem, że chcieli sprowadzić pomoc, że coś tam. Ale ktoś przecież musiał naprawdę pomóc tym, którzy nie zdołali, bądź nie chcieli uciekać, tu i teraz. Nie tamci, którzy uciekli, oczywiście, więc dziś nie mam paru zębów i czasem mnie strzyka tu i ówdzie, ale przynajmniej mogłem później patrzeć ludziom w oczy. Tak tylko abstrahując... |
Przypomniałeś mi wywiad z gościem, który pomógł przypadkowemu gościowi zaatakowanemu na ulicy. Jest teraz na wózku, sparaliżowany. Zapytano go czy powtórzyłby to i gdyby wiedział co go czeka, pomógł temu człowiekowi. Odpowiedział oczywiście, że nigdy w życiu. Że żałuje tej decyzji. Nie pamiętam dokładnie w jakie to ujął słowa, ale o to chodzi. W razie wojny przypuszczam, że zostałbym i walczył, jednak gdybym wrócił bez nóg czy bez rąk, przypuszczam że plułbym sobie do końca życia w brodę.
Dabliu - 17 Czerwca 2010, 22:07
| ketyow napisał/a | | Dabliu napisał/a |
Miałem paru kolegów, którzy uciekali, gdy dochodziło do grubszej wymiany zdań z grupą przypadkowych napotkańców. Tłumaczyli się potem, że chcieli sprowadzić pomoc, że coś tam. Ale ktoś przecież musiał naprawdę pomóc tym, którzy nie zdołali, bądź nie chcieli uciekać, tu i teraz. Nie tamci, którzy uciekli, oczywiście, więc dziś nie mam paru zębów i czasem mnie strzyka tu i ówdzie, ale przynajmniej mogłem później patrzeć ludziom w oczy. Tak tylko abstrahując... |
Przypomniałeś mi wywiad z gościem, który pomógł przypadkowemu gościowi zaatakowanemu na ulicy. Jest teraz na wózku, sparaliżowany. Zapytano go czy powtórzyłby to i gdyby wiedział co go czeka, pomógł temu człowiekowi. Odpowiedział oczywiście, że nigdy w życiu. Że żałuje tej decyzji. Nie pamiętam dokładnie w jakie to ujął słowa, ale o to chodzi. W razie wojny przypuszczam, że zostałbym i walczył, jednak gdybym wrócił bez nóg czy bez rąk, przypuszczam że plułbym sobie do końca życia w brodę. |
Nie mówiłem o przypadkowych ludziach zaatakowanych na ulicy, tylko o swoich kumplach. Własnemu koledze byś nie pomógł? Zostawiłbyś go na pastwę nabuzowanych adrenaliną ziomali?
Na wojnie obronnej jest podobnie. Ludzie, uświadomcie sobie wreszcie, że w takiej sytuacji nie stajecie w obronie jakiejś nieokreślonej, romantyczno-poetyckiej Ojczyzny, ale bronicie swoich ulic, domów, sąsiadów, kumpli, przyjaciół, rodziny i tej córki kioskarza, która jeździ na wózku...
Anonymous - 17 Czerwca 2010, 22:13
W takiej sytuacji, to ty rzeczywiście bierzesz karabin - ale przede wszystkim dlatego, by właśnie najbliższych ochraniać. Ale niekoniecznie po to, by atakować. Ty bierzesz karabin w dłoń, żeby uciec. I ja bym wziął na pewno, żeby uciec w bezpieczne miejsce, przebić się tam, gdzie ani mi się nie stanie nic złego, ani mojej rodzinie. W takiej sytuacji państwo zawsze jest na miejscu numer dwa, albo trzy. A jeśli przypadkowo udałoby się uciec za granicę, gdzie można stanąć na nogi, a potem nie wrócić do kraju, to wcale nie uważałbym tego ani za zdradę, ani tym bardziej brak patriotyzmu. Są różne odmiany patriotyzmu. Nie odmawiam nikomu prawa do patriotyzmu martyrologicznego, jak go nazwałem. Ale nie lubię, kiedy ktoś mi mówi, ze w sytuacji zagrożenia mam reagować tak a tak, bo tak, jak chce druga strona, jest dobrze i patriotycznie. A już na pewno nie można zestawiać sytuacji "ulicznej", kiedy ktoś cię napada, i wojny na skalę totalną. No bez jaj...
Dabliu - 17 Czerwca 2010, 22:23
| Żerań napisał/a | | W takiej sytuacji, to ty rzeczywiście bierzesz karabin - ale przede wszystkim dlatego, by właśnie najbliższych ochraniać. Ale niekoniecznie po to, by atakować. Ty bierzesz karabin w dłoń, żeby uciec. I ja bym wziął na pewno, żeby uciec w bezpieczne miejsce, przebić się tam, gdzie ani mi się nie stanie nic złego, ani mojej rodzinie. W takiej sytuacji państwo zawsze jest na miejscu numer dwa, albo trzy. A jeśli przypadkowo udałoby się uciec za granicę, gdzie można stanąć na nogi, a potem nie wrócić do kraju, to wcale nie uważałbym tego ani za zdradę, ani tym bardziej brak patriotyzmu. |
Ale od razu zakładasz, że trzeba uciekać. Dlaczego?
A jeśli nieco bardziej zdecydowany opór pozwoliłby na odparcie przeciwnika i wcale nie trzeba by było uciekać? To również możliwe.
| Żerań napisał/a | | A już na pewno nie można zestawiać sytuacji ulicznej, kiedy ktoś cię napada, i wojny na skalę totalną. No bez jaj... |
Myślę, że zachowując pewną rezerwę i dystans, jednak można zestawiać. Po prostu pewne zachowania i postawy ujawniają się bez względu na skalę, a ich przyczyny leżą w charakterze danej jednostki.
Nie twierdzę, że akurat Ty tak masz. Wierzę, że nie zostawiłbyś kumpla w potrzebie.
ketyow - 17 Czerwca 2010, 22:31
Dabliu, ja nic takiego nie powiedziałem, że swoim bym nie pomógł, dodałem też że przecież i podczas wojny prawdopodobnie walczyłbym (i pewnie z dumą). Po prostu przypomniała mi się ta sytuacja, więc jestem w stanie zrozumieć to, że nie każdy potrafi. BTW - offtop.
Anonymous - 17 Czerwca 2010, 22:31
Dlatego zakładam, że trzeba uciekać, bo na pierwszym miejscu liczy się rodzina. TY NIE WIESZ, CZY ZDECYDOWANY OPÓR COKOLWIEK POMOŻE (vide Powstanie Warszawskie). Zadaj sobie pytanie: wybucha wojna. Chwytasz karabin i idziesz na wojnę, czy jednak chcesz, by twoje pociechy i żona miały męża/ojca? Co innego, jak ktoś cię napada. Szanse śmierci są dużo mniejsze, można myśleć o skutecznej obronie (albo działać instynktownie, łotewer; i tak, gdybym szedł z kumplem, to pewnie bym go w potrzebie nie zostawił, gdyby był chociaż cień szansy na to, że da się z tego wyjść z tarczą). Ale jak jest wojna to nie zamierzam pozwolić, by moja decyzja w jakikolwiek pogorszyła sytuację rodziny. Powiem brutalnie: w przypadku konfliktu zbrojnego, dajmy na to z Rosją, to ja zabieram bliskich, biorę karabin i spierniczam do Stanów. Mogę się zastanawiać, czy kozaczyć z jakimś zakapiorem na ulicy, ale w sytuacji granicznej, jaką wojna, wybór jest prosty. Najpierw rodzina. A potem się zobaczy. I nie da się tego zestawiać, bo to - jak mówię - jest sytuacja graniczna. Jak cię napadnie jakiś zakapior, to co najwyżej skończysz z kosą w brzuchu (upraszczam, oczywiście). Zawsze masz do kogo wrócić, istnieją więzi społeczne, cywilizacja itp. Trafisz do szpitala, poskładają cię. W wojnie tego nie ma.
Fidel-F2 - 17 Czerwca 2010, 22:35
| Piech napisał/a | | Właśnie widziałem na mieście grupę młodych działaczy PO - tych samych, którzy wczoraj zakłócali spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Tym razem szli z transparentami ulicą Św. Marcin i skandowali Nie dla Jarka!. Nie wiem czy to rozsądna taktyka. Przecież PO ma własnego kandydata i na nim wypadałoby się skupić. Przecież hasło Nie głosujcie na Jarka nie jest jednoznaczne z Głosujcie na Bronka. I to nawet gdyby kandydatów było tylko dwóch. Widać to choćby po dzisiejszych postach powyżej. Poza tym wątpię, żeby taka negatywna kampania była dobrze odbierana w tzw. opinii publicznej, zwłaszcza po tym jak się zapowiadało pozytywną kampanię. Wydaje mi się, że choć PO zaczęło z ogromną przewagą, robi wiele, żeby ją zmniejszyć. Ale może ja się nie znam. | Piechu, nie marudź, przeca reszta to tylko dekoracja, kto by sie nad nimi zastanawiał, 'Nie dla Jarka' jest ewidentnym "Tak dla Bronka'
dla mnie gadka, że gdy kto nie głosuje ten nie patriota to skończoną głupotą, cóż to za patriotyzm wybrać tego czy tamtego buca? przecież to jedna swołocz tylko piórka sobie inaczej maluje
Żerań, ale Ty tłuczesz farmazony
Easy - 17 Czerwca 2010, 22:45
| Fidel-F2 napisał/a | | dla mnie gadka, że gdy kto nie głosuje ten nie patriota to skończoną głupotą |
Nauczycielki wosu takie osoby nazywają "leniami obywatelskimi".
ketyow - 17 Czerwca 2010, 22:46
http://fakty.interia.pl/p...entarze,1493708
Paranoja normalnie.
Fidel-F2 - 17 Czerwca 2010, 22:51
Easy, nie używaj epitetów, za to można dostać warna
Dabliu - 17 Czerwca 2010, 22:52
| Żerań napisał/a | | Dlatego zakładam, że trzeba uciekać, bo na pierwszym miejscu liczy się rodzina. TY NIE WIESZ, CZY ZDECYDOWANY OPÓR COKOLWIEK POMOŻE (vide Powstanie Warszawskie). Zadaj sobie pytanie: wybucha wojna. Chwytasz karabin i idziesz na wojnę, czy jednak chcesz, by twoje pociechy i żona miały męża/ojca? |
Mówimy tutaj o bardzo ogólnej, niekonkretnej sytuacji. W rzeczywistości nasze decyzje byłyby zależne od wielu czynników. Np. gdyby Twojej ukochanej urwało nogę i nie zdołałaby dobiec do ostatniej ciężarówki (wiem, absurd, ale dla dobra dyskusji...), pewnie jednak byś został, prawda?
Niestety, w takich chwilach rzadko jest nam dane dokonywać w pełni suwerennych wyborów. Trudno mi sobie wyobrazić, że tak bez trudu zbierasz całą rodzinę i zwiewasz. Zwiewasz, mijając jakieś zapłakane dziecko na ulicy podziurawionej od odłamków. Zwiewasz, nie pomagając na schodach sąsiadce poruszającej się z balkonikiem. Zwiewasz, zostawiając cały swój świat szabrownikom.
Nie, nie kupuję tego. Ludzie najpierw szukają szans na zachowanie tego, co im bliskie. Uciekają dopiero, gdy nie ma innego wyjścia. I w takiej ucieczce nie ma niczego złego. Ale uciekać na odgłos pierwszego wystrzału?
| Żerań napisał/a | | Co innego, jak ktoś cię napada. Szanse śmierci są dużo mniejsze, można myśleć o skutecznej obronie (albo działać instynktownie, łotewer; i tak, gdybym szedł z kumplem, to pewnie bym go w potrzebie nie zostawił, gdyby był chociaż cień szansy na to, że da się z tego wyjść z tarczą). |
Z kumplem staje się nie bacząc na szanse (chyba, że już jest martwy), albo od razu ucieka. Nie można być niezawodnym warunkowo, zależnie od sytuacji, bo to żadna niezawodność.
Albo się razem staje, albo się razem zwiewa. Chyba że strzelają
Edit:
| ketyow napisał/a | | Dabliu, ja nic takiego nie powiedziałem, że swoim bym nie pomógł, dodałem też że przecież i podczas wojny prawdopodobnie walczyłbym (i pewnie z dumą). Po prostu przypomniała mi się ta sytuacja, więc jestem w stanie zrozumieć to, że nie każdy potrafi. BTW - offtop. |
On potrafił. Po prostu żałował po fakcie, ale to jest zrozumiałe. No bez kitu, kto by nie żałował, kończąc na wózku? Ja też bym żałował, że się wtrącałem.
Pytanie jednak brzmi, jak by się czuł, gdyby nigdy nie pomógł, gdyby po prostu odwrócił wzrok? (Nie wiedząc, rzecz jasna, jak by skończył, wtrącając się).
Easy - 17 Czerwca 2010, 23:06
| Fidel-F2 napisał/a | | Easy, nie używaj epitetów, za to można dostać warna |
Wybacz, ale taki już ze mnie krejzol.
Fidel-F2 - 17 Czerwca 2010, 23:11
ja tam bym się nie odważył nazwać nikogo nauczycielką wosu
RD - 18 Czerwca 2010, 08:11
| Żerań napisał/a | | Powiem brutalnie: w przypadku konfliktu zbrojnego, dajmy na to z Rosją, to ja zabieram bliskich, biorę karabin i spierniczam do Stanów. |
I tym się różnimy, że ja również chciałbym zabezpieczyć rodzinę, pewnie nawet wysłać ją za granicę, ale sam bym nie uciekł. Gdyby wszyscy prezentowali Twoją postawę, ten kraj dawno przestałby istnieć. Nie ma co stroić tego w piórka "rozsądnego patrotyzmu". Zresztą, taki stosunek do obrony wspólnego dobra jest powszechny, a zatem naturalny - Armia Krajowa liczyła około 300 tysięcy żołnierzy w wielomilionowym narodzie. "Tylko" jeśli wziąć pod uwagę liczbę obywateli, ale "aż" jeśli spojrzeć na inne kraje okupowane. Francuzi nie chcieli umierać najpierw za Gdańsk, a następnie nawet za Paryż. Potem pluli na de Gaulle'a, który drażnił Niemców i jakoś się z tego wykaraskali bez większych strat, czyli można. Ale - obawiam się - nie w Polsce. Francji przez całą historię nikt nie chciał zniszczyć do szczętu ani wynarodowić. U nas nie jest to takie proste, dlatego jesteśmy skazani w pewnej mierze na to, co określasz mianem "patriotyzmu martyrologicznego", a tak naprawdę polega na gotowości do poświęceń (wpisanej zresztą w definicję patriotyzmu jako takiego).
Łupaszka - 18 Czerwca 2010, 08:26
Dla GW Patriotyzm jest jak rasizm
http://wyborcza.pl/1,76842,4393674.html
Natomiast, Grzegorz Miecugow razem z profesorem Hartmanem obawiają sie powrotu "demonów polskiego patriotyzmu". Nie dziwie sie, bo obaj są w środowisku GW.
RD - 18 Czerwca 2010, 09:57
Natomiast w Wikipedii stoi przy haśle "patriotyzm":
Patriotyzm jest zaprzeczeniem szowinizmu. Tłumaczy się to tym, że patriotyzm odróżnia się otwartością na inne narody, uznaniem ich prawa do suwerenności i niepodległości. Czasem bywa również przeciwstawiany nacjonalizmowi, wydaje się jednak, że bardziej trafne jest ograniczenie się przede wszystkim do szowinizmu, ponieważ oba pojęcia są związane z uczuciami – pierwsze z miłością do własnego narodu, drugie z nienawiścią do innych. Natomiast nacjonalizm jest doktryną polityczną, mającą wiele odmian.
hrabek - 18 Czerwca 2010, 10:27
Nie dla GW. Dla pana Tomasza Żuradzkiego. I jest napisane, kim jest ten pan. Nie sądzę, żeby był związany z GW. Siłą obiektywnej gazety jest to, że prezentuje różne poglądy, nie tylko własne. I tak może być w tym przypadku, nie można tej osoby utożsamiać z GW.
dalambert - 18 Czerwca 2010, 10:33
hrabek, pan Żuradzki mieści sie "po lini i na bazie" GW, ale jako kufniarz dosługujacy się poklepu pupnego i wejściówki do Salonu, pitoli przesadnie i bez wdzięku
Martva - 18 Czerwca 2010, 10:35
| hrabek napisał/a | | I jest napisane, kim jest ten pan. |
Moim sąsiadem, na przykład (dopóki się do Wawy nie wyprowadził) Bardzo miły chłopak.
A GW rózne rzeczy puszcza z różnych stron, nie ma bola żeby się zgadzali ze _wszystkim_.
dalambert - 18 Czerwca 2010, 10:36
Martva, to TY mu taki kisiel z mózgu zrobiłaś! Gratuluję
Martva - 18 Czerwca 2010, 10:38
Przeceniasz mnie, mówiliśmy do siebie głównie 'cześć'
RD - 18 Czerwca 2010, 10:38
| hrabek napisał/a | | nie można tej osoby utożsamiać z GW. |
Zerknąłem w listę jego publikacji w GW. Sporo tego.
dalambert - 18 Czerwca 2010, 10:40
| Martva napisał/a | | Przeceniasz mnie, mówiliśmy do siebie głównie 'cześć' |
Jak znam Twój magnetyzm to zupełnie wystarczy
baranek - 18 Czerwca 2010, 10:43
| dalambert napisał/a | | Martva, to TY mu taki kisiel z mózgu zrobiłaś! |
| dalambert napisał/a | | Jak znam Twój magnetyzm to zupełnie wystarczy |
to tłumaczy niektóre wypowiedzi dalamberta.
Martva - 18 Czerwca 2010, 10:45
Widać ciekawie pisze, jak tyle biorą.
| baranek napisał/a | to tłumaczy niektóre wypowiedzi dalamberta. |
|
|
|