Powrót z gwiazd - Kaszanka z grilla czy wściekły pies? Wybór należy do Ciebie.
Fidel-F2 - 7 Kwietnia 2012, 12:12
Lynx napisał/a | Mnie uczono, że jak post, to raz dziennie do syta. Żadnych słodyczy. | Lynx, co wieś to obyczaj i jedynie słuszna koncepcja
Kai - 7 Kwietnia 2012, 12:14
merula napisał/a | bo to nieporozumienie |
Dlatego odmówiłam sobie czegoś innego, a jedzenie bezmięsne potraktowałam dokładnie tak, jak mu się należy, tzn jako zaspokojenie głodu. Nic nie poradzę na to, że postne żarcie smakuje mi najbardziej i jem je o wiele częściej, niż trzeba, takie bez tłuszczu, bez mięsa, bez "omasty".
Kasiek - 8 Kwietnia 2012, 06:36
Lynx napisał/a | Mnie uczono, że jak post, to raz dziennie do syta. Żadnych słodyczy. |
U nas też tak jest, z tym, że w tym roku odpuściłam to przez Pasożyta, bo nie wytrzymałabym na głodniaka od kopniaków. Gnojek potrafi obudzić mnie w nocy i domagać się jedzenia i nie daje oszukać się wodą Po wszamaniu czegokolwiek zasypia... Słodycze odpuściłam sobie rzecz jasna.
merula - ale pstrąg posypany bazylią i grzanki to nie jest chyba jakiś frykas...
A sernik wczoraj pokroiliśmy dopiero, żeby zobaczyć czy w ogóle się upiekł
Fidel-F2 - 8 Kwietnia 2012, 06:41
Bo koncepcja poszczenia podczas ciąży to jeden z genialniejszych wynalazków cywilizacji.
Kasiek - 8 Kwietnia 2012, 09:59
Dlatego sobie odpuściłam, choć pewnie przez trzymających się co do joty nakazów i zakazów zostałabym nazwana grzesznicą i wysłana od razu do piekła.
Kurczę, wpadliśmy do mojej mamy podzielić się jajkiem, ale tu plasterek wędlinki, tu pół jajeczka swięconego i w zasadzie jestem zapchana... a dopiero teraz jedziemy na śniadanie do cioci Marcina. Za to zjadłam przepyszną faszerowaną wędlinę (jakiegoś indyka zamówionego w garmażerce). Pyyyycha.
Lynx - 8 Kwietnia 2012, 11:56
Kasiek, post nie dotyczy ciężarnych i dzieci. Zresztą to kwestia wyboru i wlasnego "misia" i potrzeby. W domu była tradycja, że post scisły w Wielki Piątek a powstrzymanie się od jedzenia mięsa i frykasów w Wielką Sobotę. Ja przestrzegam zgodnie z tradycją rodzinną, a reszta rodzinki... tylko proszę, żeby mięsa nie jedli.
Fidel-F2, masz rację i j/w.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 12:34
Kasiek napisał/a | pewnie przez trzymających się co do joty nakazów i zakazów zostałabym nazwana grzesznicą i wysłana od razu do piekła |
Hej, ale to oni mają z tym problem, nie Ty Mam dylemat, czy w ogóle coś gotować, ze śniadania zostało tak 2/3, barszcz stoi, może tylko krokiety dorobię. Po co ja jeszcze karkówkę marynowałam, to nie wiem... zawsze mi się wydaje, że będzie za mało, a potem przez dwa tygodnie dojadamy.
Lynx - 8 Kwietnia 2012, 14:53
U nas podobnie, choć wcale się nie wyglupiałam z jedzonkiem na te święta. Żurek i polędwiczki pieczone na obiad, a śniadania też zostało mniustfo. Karkówkę zamarynowaną zamroziłam.
Godzilla - 8 Kwietnia 2012, 15:44
Kasiek, post zależy od stanu zdrowia, i nikt o zdrowych zmysłach nie kazałby Ci przestrzegać surowych zakazów. Trochę się ograniczyć, to tak. W miarę rozsądku. Ja też o jednym posiłku bym nie wytrzymała, bo coś by się nieciekawego zaczęło dziać. Ugotowałam sobie czerwonej fasoli, wrzuciłam trochę ziemniaków, do tego trochę oleju i przypraw, i to był obiad.
I z jedzeniem nie szalałam. Kawałek pieczonego schabu i trochę białej kiełbasy, miały być dwa mazurki ale zrobiłam jeden, kajmakowy, bo malutki pomarańczowy dostałam od mamy. Wystarczy, i przynajmniej nie będę się martwić, że cały tydzień mam to dojadać.
Kruk Siwy - 8 Kwietnia 2012, 15:47
Cała przyjemość w tym dojadaniu.
Godzilla - 8 Kwietnia 2012, 15:50
Do czasu, do czasu. Na piąty dzień nawet pieczony schabik jest pięciodniowym pieczonym schabikiem.
Agi - 8 Kwietnia 2012, 15:50
Na obiad podałam pieczeń wołową z sałatką z czerwonych buraków i ziemniakami.
W tym roku nie szalałam z przygotowaniami świątecznymi i czuję się zdecydowanie lepiej.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 17:17
No i barszczyk z krokietami załatwił sprawę. Jutro kurak w winie i ryż arborio (muszę wypróbować z Kupca), a karkówka pójdzie do piekarnika z ziemniakami i cebulą i będzie na kolejny dzień.
Kruk Siwy napisał/a | Cała przyjemość w tym dojadaniu. |
Ale ileż można? Na szczęście zrobiłam sobie miejsce w zamrażarce.
Kasiek - 8 Kwietnia 2012, 17:48
O 9 poszliśmy na mini-śniadanie do mojej mamy. O 10 do cioci Marcina. Z tego śniadanie wróciliśmy o 16 i poszliśmy do mojej mamy na obiad. Właśnie wróciliśmy. Umieramy.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 17:53
Kumpel od patelni chwalił się, że robi Kalbsvogerln. A że ma niezły charakter w kubkach smakowych, to może mi się uda przepis wyciągnąć.
dalambert - 8 Kwietnia 2012, 18:00
A my właśnie zasiadamy wraz z córką do kaczusi pieczonej ze śliwkami i jabłkami .
Pytanie chybać do ilcata :
Trapusus Sakotis - czyli kawałek litewskiego sękacza, nabyty przez Teściową. Ciasto szalenie suche i kruche z mnóstwem mało słodkiego lukru, sękate jak cholera.
Spotkałeś się z czymś takim ?
Znacznie suchsze od sękaczy podlaskich i mniej marmurkowe.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 18:15
Kaczusię wypróbuję w mniej stresujących warunkach, podejrzewam, że pyszna będzie. Mięsko plus śliwki plus jabłka mniaaaaaaammmm
Kasiek - 8 Kwietnia 2012, 18:51
Bożesztymój, właśnie zadzwoniła moja ciocia z pytaniem, dlaczego nie przyjechaliśmy do niej. Nie wytrzymałabym jeszcze jednego domu z jedzeniem, zwłaszcza, że w lodówce stoi tiramisu!
Kruk Siwy - 8 Kwietnia 2012, 19:13
Kai napisał/a | Ale ileż można |
Testowałem do trzech tygodni. Potem niestety zawartość lodówki uległa wyjedzeniu...
Kai - 8 Kwietnia 2012, 19:32
Masz dobrą lodówkę. U mnie przy +3 w komorze tyle by nawet nie wytrzymało.
Kruk Siwy - 8 Kwietnia 2012, 19:35
Bo to bigos głównie był, choć nie wyłącznie. A fakt ten miał miejsce jakiś czas temu, gdy lodówka posiadana przeze mnie mroziła jak jasna cholela. Bo albowiem była to cholela z ZSRR.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 19:39
I to se nevrati
Niby faktycznie przy ścianie mrozi jak nie wiem co, ale i tak nie jest to na 3 tygodnie hibernacji. Choć bigos, kto wie, kto wie.
Kruk Siwy - 8 Kwietnia 2012, 19:40
Bigos był codziennie, albo i dwa razy dziennie odgrzewany. No ale to się nevrati albowiem teraz jest młody i zapasy mogą poleżeć góra trzy dni. Potem magicznie znikają.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 19:51
Mój niestety żarty nie jest. Znowu trza będzie do roboty brać i biednych młodych tatusiów dokarmiać.
Kruk Siwy - 8 Kwietnia 2012, 19:53
A bo Pufcio to przebywa w Krakowie. Jak zjedzie do domciu to robi za anakondę, pożera by potem przez miesiące nieobecności trawić uzupełniając tylko poziom płynów.
Kai - 8 Kwietnia 2012, 20:00
Podejrzewam, że jak pójdzie na studia będzie to samo "Nous ne mangions q'un jour sur deux".
Kasiek - 9 Kwietnia 2012, 18:44
Po ciężkim świątecznym menu mamy zrobiłam szybki obiadek:
indyka wrzuciłam w zalewę z oliwy, z czosnkiem, papryczką chili, ziołami, a potem na patelnię; do tego sałata z rzodkiewką i ogórkiem zielonym i zamiast ziemniaków grzaneczki z ziołowym masłem i serem. Obżarliśmy się po uszy, ale była pycha.
Agi - 15 Kwietnia 2012, 14:58
Uczę się przygotowywać obiad dla jednej osoby. Bardzo trudne zadanie, jeśli latami gotowało się dla kilku osób. Przydatne okazały się plastykowe pojemniki do zamrażania.
Przygotowuję normalną porcję, dzielę i zamrażam. Po kilku dniach będę miała mrożonki na miesiąc i nie będę musiała jeść przez kilka dni tego samego.
Dziś wołowina w sosie chrzanowym z surówką z marchwi i selera.
Kai - 15 Kwietnia 2012, 18:37
Agi, robię to od jakiegoś czasu. NIezły patent.
Fidel-F2 - 16 Kwietnia 2012, 17:16
Agi, masz jakiś prywatny przepis na sos chrzanowy?
|
|
|